Patriota.pl

Piątek, 24 listopad AD 2017, dziś imieniny Emmy, Flory, Romana

Patriota.pl » Współczesność » Amerykański bin Laden? »
Szukaj:   

Amerykański bin Laden?

Ogłuszający łoskot wybuchu, brzęk wypadających szyb, krzyki przechodniów, a w chwilę potem płomienie, kłęby duszącego dymu oraz chodnik zbrukany krwią dwojga pracowników kliniki aborcyjnej. Działo się to dokładnie 29 stycznia 1998 roku w Birmingham w Alabamie.

W ten sposób kolejna klinika aborcyjna dołączyła do listy zwycięskich potyczek Erica Rudolpha, samotnego łowcy z lasów Północnej Karoliny. Człowieka o którym postaram się powiedzieć nieco więcej. Nie będzie to łatwe, bo jak na bohatera podziemnego ruchu oporu przystało, ma on tyle różnych biografii, ilu jest biografów. A może nawet więcej? Dla sympatyków pozostaje kimś na podobieństwo współczesnego św.Jerzego. Kiedyś takich ludzi opiewano w pięknych chansons de geste, dziś sadza się ich na krzesłach elektrycznych - zauważają z żalem. FBI ma w tej sprawie inne zdanie. Dla agentów federalnych Rudolph jest groźnym psychopatą i jednym z dziesięciu najbardziej poszukiwanych przestępców w Stanach Zjednoczonych. A co do metafizycznego kontekstu działań terrorysty, federalni wracają uwagę, że przeżycia mistyczne Rudolpha nie mają charakteru niebiańskiego, ale jak najbardziej przyziemny. Dokładniej rzecz ujmując związany z pewnym ziołem, zwanym popularnie gandzią tudzież maryśką. Tak przynajmniej mówi plotka, otwarte zostaje pytanie czy dać jej wiarę. Asygnując na ten cel stosowną liczbę srebrników można wywołać dowolną plotkę na każdy temat.Przeciwnikom Rudolpha nie brakuje ani tupetu, ani srebrników.

Po serii zamachów bombowych z lat 1996-98, które rząd federalny przypisał Rudolphowi, jego nazwisko stało się postrachem postępowej części społeczeństwa.Wyznaczono za niego nagrodę wysokości miliona dolarów. Tylko w sezonie 1998/99 na akcję poszukiwania go w jaskiniach i szybach Nantahala National Forest, gdzie być może się ukrywa, FBI wydało 11,2 mln dolarów. Latem 2000 r. prasa szacowała koszt całej akcji na 24.6 mln dolarów. Pieniądze wyrzucono w błoto w zupełnie dosłownym znaczeniu tego słowa, bowiem pościg utknął w lesistych i błotnistych górach Południa. Mimo użycia helikopterów, patroli z bronią maszynową i wyrafinowanej aparatury technicznej Eryk wciąż umyka pogoni. W zacieraniu śladów doszedł do takiej perfekcji, że media coraz częściej spekulują na temat jego śmierci.

,,run, Eric, run''

Tak wielkie nakłady środków ze strony służb federalnych przestaną dziwić, gdy dodam, że Eryk jest posądzany o bycie najgroźniejszym rodzimym terrorystą w Stanach Zjednoczonych.Sądzi się, że to właśnie on podłożył bombę w czasie Igrzysk Olimpijskich w Atlancie w 1996 roku, zabijając jedną osobę i raniąc 111 innych. W styczniu 1997 r. zaatakował klinikę aborcyjną, miesiąc później melinę dla ,,gejów'' i lesbijek, w styczniu następnego roku kolejną aborcyjną rzeźnię. Podobno sygnując swe listy jako Army of God, Armia Boga, wypowiedział wojnę rządowi federalnemu Stanów Zjednoczonych. Czy tak było naprawdę, trudno ustalić, tym bardziej że listę ataków niełatwo złożyć w logiczną całość. O ile zbrojny opór przeciw aborcji ma Stanach wielu zwolenników, to zabijanie homoseksualistów nie znajduje poklasku nawet wśród fundamentalistów biblijnych. A atakowanie przypadkowych ludzi w czasie igrzysk olimpijskich, tradycyjnego symbolu pokoju i pojednania, zupełnie nie przystaje do chrystusowych ideałów. Naszą etykę lepiej oddaje likwidowanie zła w ludziach niż ludzi ze złem.

Inna sprawa, że nie wiadomo czy Rudolph rzeczywiście popełnił wszystkie te czyny. Jego brat, Daniel twierdzi coś innego. Uważa, że Eryk stał się dla ,,federastów'' wygodnym kozłem ofiarnym, na którego zrzuca się wszystkie niewyjaśnione działania zbrojnego podziemia patriotycznego w Stanach Zjednoczonych. W geście rozpaczy i solidarności ze ściganym uciął sobie piłą dłoń. Z całą pewnością świadczy to o tym, że Los obdarzył Rudolpha szlachetnym rodzeństwem, jednak niekoniecznie dowodzi jego niewinności.

Różni zwolennicy spiskowej teorii dziejów (z gatunku tych, którzy wszędzie dopatrują się spisku klerykałów i antysemitów), uważają, że cichej pomocy w ucieczce udzielają mu tysiące zwolenników Christian Identity, separatystów i członków zbrojnych milicji, którzy mieszkającą w górach Północnej Karoliny. I na to nie ma żadnych dowodów, choć dobrze zorientowani w sytuacji mówią, że gdy gasną kamery, a agenci federalni jadą do domów, miejscowi bardzo chętnie wznoszą hasła w rodzaju ,,run, Eric, run''. Autochtoni nie sprawiają wrażenia przywiązanych do rządu w Waszyngtonie, który w przypływach irytacji siarczyście określają mianem JOG, Jewish Occupation Government.

Eryk może także liczyć na wsparcie modlitewne wielu aktywistów walczących o prawo do życia dla amerykańskich dzieci.Nie brakuje ludzi, którzy na pytanie czy nie powinniśmy się martwić tym, że 29 stycznia 1998 r. zginął jeden pracowników fabryki śmierci w Birmingham, odpowiadają, że powinniśmy się raczej martwić tym, że dłoń Rudolpha nie zdołała jeszcze dosięgnąć pozostałych klinik. W kwietniu 1999 r. znany aktywista pro-life, David Lackey z Operation Rescue ujawnił, że kontaktował się z nim wysłannik Rudolpha, który rozważał wtedy poddanie się. Nic z tego nie wyszło.

Opór bez liderów

Rudolph uosabia zupełnie nowy modus faciendi amerykańskiego podziemia prawicowego. Do lat 90-tych dominowały próby tworzenia dużych i licznych organizacji, które chciały walczyć o realny wpływ na życie polityczne. Z czasem okazało się, że taki sposób działania tylko ułatwia infiltrację FBI, a po rzezi Szczepu Dawidowego w Waco bezcelowość takich posunięć stała się oczywista. Louis Beam, jeden z teoretyków opozycji antysystemowej, rzucił wtedy hasło ,,leaderless resistance'', oporu bez liderów. Pomysł ten, zanim został podjęty przez Beama, pojawił się w kręgach wojskowych, podczas spekulacji na temat sowieckiej okupacji w Ameryce Anno Domini 1962. Oznacza odejście od tradycyjnej budowy organizacji na planie piramidy na rzecz równoległych struktur, dobrze zakonspirowanych nie tylko na zewnątrz, ale i wzajemnie wobec siebie.

Skoro rząd federalny Stanów Zjednoczonych nie toleruje głębokiej opozycji nawet w tak odległych rejonach świata jak Serbia, trudno spodziewać się by pogodził się z nią kilkaset kilometrów od mateczników swojej władzy. Decentralizacja ośrodków decyzyjnych oraz brak pełnych danych o innych grupach, gwarantuje, że nawet w warunkach zaostrzonej infiltracji, część amerykańskiej opozycji zdoła przetrwać do chwili, gdy okoliczności pozwolą podjąć normalną pracę organizacyjną.Działania Rudolpha są tego dobrym przykładem. Po kilku latach przenikania do miejscowych środowisk i obfitego szafowania groszem publicznym, ,,federaści'' nie zdołali jeszcze rozpracować siatki przyjaciół Eryka.

Jak to zazwyczaj bywa w przypadku ludzi, którzy stali się stroną zażartego sporu ideologicznego, prawdy o Rudolphie już pewnie nie poznamy. Dla jednych pozostanie prowincjonalnym lumpem, który w przerwie między jednym skrętem a drugim postanowił wywołać światową rewolucję. Z mizernym skutkiem. Inni na zawsze zapamiętają go jako wysłannika Archanioła i będą wymieniać jednym tchem z Rolandem i Godfrydem z Bouillon.

[Aktualności] [Współczesność] [Dzieje] [Kultura] [Wiara] [Hobby]
(c) 2000-2009 Patriota.pl. Wszelkie przedruki za zgodą redakcji.

Profesjonalne statystyki odwiedzin