Patriota.pl

Wtorek, 26 wrzesień AD 2017, dziś imieniny Cypriana, Justyny, Łucji

Patriota.pl » Współczesność » Sprawiedliwość sterowana »
Szukaj:   

Sprawiedliwość sterowana

12 luty 2002 r. przejdzie na pewno do historii jako dzień pierwszego po II wojnie światowej międzynarodowego procesu sądowego głowy państwa. Po ośmiu miesiącach pobytu w więzieniu w Hadze, światowe serwisy informacyjne znów zapełniły się informacjami o Slobodanie Miloszevicu.

Największe stacje telewizyjne przez kilka dni transmitowały na żywo początek procesu, w tym mowę prokurator Carli del Ponte, która w czasie trwania nalotów NATO na Jugosławię, w marcu 1999 r. oficjalnie oskarżyła byłego prezydenta Jugosławii i głównych ówczesnych polityków serbskich o "zbrodnie ludobójstwa". Oczywiście, słowa del Ponte i innych oskarżycieli można było z góry przewidzieć. Szansę długiej mowy, po raz pierwszy od czasu przebycia do Hagi miał sam oskarżony, któremu po raz pierwszy nie wyłączono mikrofonu. Po niemal trzech latach od rozpoczęcia agresji NATO na jego własny kraj, mógł wytłumaczyć swoje racje zgromadzonemu przed telewizorami światu. Każdy, kto miał możliwość oglądania jego wystąpienia zobaczył nagle jakże inny obraz od prezentowanego nam przez polskie media trzy lata temu. Obraz zniszczeń i ofiar natowskich nalotów. Zniszczone szpitale, szkoły, domy, zabici Serbowie i Albańczycy. Zniszczone cerkwie w Kosowie, wpisane niegdyś za aprobatą tych samych państw Zachodu na listę światowego dziedzictwa kulturowego. Po raz pierwszy od trzech lat świat w takim natężeniu widział na szklanym ekranie przesuwające się co chwilę kolejne dowody tragedii, jakie zgotował Zachód narodom Federacyjnej Republiki Jugosławii. Tak, narodom, gdyż wiele z pokazywanych przez Miloszevicia zdjęć udowadniało, że ofiarami nalotów byli Albańczycy, Romowie i inni przedstawiele ponad 26 narodowości zamieszkujących wówczas multietniczne Kosowo. Do tak oczywistej linii obrony, były prezydent FRJ honorowo nie zatrudnił adwokatów, gdyż sądził, że naga prawda broni się sama. Przynajmniej powinna, jak było to zawsze zasadą naczelną w naszej cywilizacji. Można jednak powiedzieć, że to nie elementarna sprawiedliwość jest celem procesu, gdyż wyrok zapadł już z chwilą zaocznego postawienia Miloszevicia w stan oskarżenia. Mimo iż zarówno sama del Ponte jak i inni sędziowie haskiego Trybunału mieli wyraźnie kwaśne miny w czasie początkowej mowy oskarżonego, wszystkie pokazane przez niego dowody natowskich zbrodni odbiły się jak groch o ścianę. Podobnie rzecz się ma z naszą "publiczną" ponoć telewizją, która ani jednego z prezentowanych przez oskarżonego zdjęć po prostu nie pokazała w swoich relacjach.. Wszystko jak zwykle okraszano jeszcze "bezstronnymi" wypowiedziami Tadeusza Mazowieckiego czy przebywającego akurat w naszym kraju George`a Robertsona, sekretarza generalnego NATO, który powtórzył swoje niezmienne groźby o nieuniknionej karze dla Miloszevicia. Na pewno o samych konfliktach w byłej Jugosławii, ich genezie, konsekwencjach, napisano na łamach tego tygodnika wiele. Jako główny konflikt w Europie lat 90. został on poddany, jak chyba żaden inny, gigantycznej manipulacji. Manipulacja ta miała miejsce szczególnie w naszym kraju, gdzie lokajstwo polityczne demoliberalnych elit i "postępowych" mediów poza kilkoma wyjątkami praktycznie nie dopuszczało do głosu strony serbskiej, natomiast szeroko rozpisywało się o jej przeciwnikach, pokazując ich jako bezwolne ofiary Miloszevicia i "żądnych krwi nowych Hunów Europy". Jako jedyne państwo bałkańskie nie dające się wciągnąć w orbitę amerykańskich wpływów, FRJ było wygodnym chłopcem do bicia, które można było oskarżyć o każdą zbrodnię. W czasie podpisywania pokoju w Dayton w 1995 r. propaganda ta na chwilę umilkła, by już po krótkim czasie wybuchu albańskiej irredenty w Kosowie odnowić się z niespotykaną wcześniej intensywnością. Gdy oczywiście nie ma o co oskarżać, oskarża się o faszyzm, a w przypadku Miloszevicia nawet o hitleryzm. Wystarczy tylko przejrzeć nieco pożółkłe gazety z 1998 czy 1999 r. Zadziwiać musiała tak perfekcyjnie zorganizowana kampania antyserbskiej i antymiloszevicowskiej nienawiści. Do dzisiaj nie wyjaśniona sprawa masakry Albańczyków we wsi Raczak na początku 1999 r., którą od razu bez cienia wątpliwości przypisano Serbom, co jednak późniejsze dochodzenia poddały licznym wątpliwościom. Tragedia, która wydarzyła się akurat wtedy, gdy delegacja FRJ przygotowała jak najbardziej zgodny zasadami prawa międzynarodowego projekt rozwiązania konfliktu kosowskiego poprzez równouprawnienie wszystkich 26 zamieszkujących tam narodowości, bez faworyzowania jakiejkolwiek ze względu na jej liczebność. Potem ruszyła lawina. Słynne transmitowane przez zachodnie telewizje przemówienie Billa Clintona do rodaków, którym tłumaczył, że może i nie wiedzą gdzie jest to Kosowo, ale szaleje tam "dyktator łamiący prawa człowieka". Jak na sygnał telewizja poczęła umiejętnie i stopniowo dozować napięcie, pokazując zwiększające się grupy uchodźców i donosząc o "masowych zbrodniach", "dziesiątkach tysięcy zabitych", "obozach koncentracyjnych na stadionie w Prisztinie" etc. Dziwne, że po wejściu wojsk NATO do Kosowa nikt tego nie udowodnił, a rozpowszechniający te kłamstwa propagandyści przeszli nad tym faktem zupełnie obojętnie. No cóż, tak jak w demokracji - dzisiaj mówię tak, ale jutro powiem nie. Ważne, że miałem swoje pięć minut na antenie, premię, dodatkowe granty. Kto by przejmował się jakąś tam prawdą czy obiektywizmem. Jest konkretne zamówienie Centrali i trzeba je realizować... Jak była prawdziwa sytuacja mało kto wspominał i pamiętał. Dlaczego nikt z naszych propagandzistów telewizyjnych nie wspominał, że z objętych walkami Kosowa uciekano nie tylko do Albanii czy Macedonii, lecz także samej Serbii, i tymi uciekinierami byli także Albańczycy? Dlaczego kilkunastu tysiącom Albańczykom mieszkającym w czasie konfliktu w Belgradzie i jeszcze wielu innym w samej Serbii nic się nie stało? Skoro Miloszević był takim "zbrodniarzem", dlaczego ich "oszczędził"? Dlaczego, jak miał takie "ludobójcze plany" czekał prawie 10 lat by "rozprawić" się z Albańczykami, którzy w tym czasie spokojnie budowali swoje domy i wyjeżdżali na Zachód by urosnąć w jeszcze większą siłę? Dlaczego, skoro był takim "potworem" chcącym stworzyć "czystą etnicznie Wielką Serbię" nie podjął się tez działań przeciwko spokojnie i dostatnio żyjącym w Wojwodinie Węgrom czy muzułmanom w Sandżaku? Słów "dlaczego" i cudzysłowów można by mnożyć, nie łudźmy się, że zarówno Trybunał w Hadze jak i światowe i polskie massmedia zechcą na nie rzetelnie odpowiedzieć. Zupełnym absurdem jest też oskarżanie Miloszevicia o winę za konflikt w Bośni i Hercegowinie. To przecież nie kto inny jak on doprowadził (oczywiście ze zmarłym Franjo Tudmanem, o którym zresztą telewizyjni "spece" mówią, że gdyby żył też by się znalazł w Hadze oraz Aliją Izetbegoviciem) do jego zakończenia i zapewnienia Bośni trwałego pokoju. Wtedy, zarówno Bill Clinton czy Richard Hoolbrooke ściskali mu dłoń i zapewniali o wkładzie do ustanowienia pokoju. Wtedy rozmawiali na równym poziomie, później, gdy zmieniła się polityczna koniunktura, o zapewnieniach zapomniano. Ale zapomina się przecież o wszystkim. O tym, że mało już kojarzony amerykański sekretarz stanu w gabinecie Busha seniora, James Baker w 1991 r. wysunął koncepcję zmian w miękkim podbrzuszu Europy, poprzez tzw. "odepchnięcie prorosyjskiej i prawosławnej Serbii od morza" i utworzenia z terytorium Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii szeregu niepodległych państw o strukturze etnicznej. Wielkim sojusznikiem USA w tej grze okazały się Niemcy, które błyskawicznie wykorzystały wyrosłe jeszcze w latach monarchii Habsburgów antyserbskie nastroje w Słowenii i Chorwacji. Dalszy finał rozpadu Jugosławii i konsekwentnego zwalczania przez świat zachodni Serbii, która symbolizował Miloszević jest powszechnie znany. Co miał w tym wypadku robić oskarżany dzisiaj o wszelkie zło postawiony przed sądem w Hadze były prezydent Serbii i FRJ? Po utworzeniu w 1992 r. tzw. Nowej Jugosławii stał na starzy porządku konstytucyjnego, prowadząc niezależną od Zachodu politykę chronienia narodowej suwerenności jak i poszanowania multietnicznego charakteru Kosowa, Sandżaku, Wojwodiny i zachowania federacji z Czarnogórą. W sytuacji wzmożonej nienawiści całego świata, sankcji ekonomicznych i wykluczenia z organizacji międzynarodowych nie mogło to być łatwe. Wbrew temu co mówi światowa propaganda, to rządy Miloszevicia były większą gwarancją dla poszanowania wielonarodowego charakteru FRJ niż natowski protektorat Kosowa ze zniszczonymi i opuszczonymi monasterami i zacieranymi śladami prawie tysiącletniej obecności serbskiej i chrześcijańskiej. Należy teraz zadać kolejne ważne pytanie: skoro na terytorium danego państwa, agresywnie działająca mniejszość narodowa tworzy regularną armię i rozpoczyna wojnę partyzancką, dokonując licznych aktów terroru wymierzonych w administrację i obywateli tego państwa, a także we własnych współziomków nie podzielających poglądów tej grupy, czego należy oczekiwać od owej administracji i sił odpowiadających za bezpieczeństwo wewnętrzne? Niestety casus Miloszevicia pokazuje, że są tutaj państwa równe i "równiejsze". Miloszević słusznie broni się, mówiąc, że wolno to robić USA w Afganistanie, a nie wolno było robić Serbii na własnym terytorium. Świat wpadł w panikę, gdy Talibowie zniszczyli posągi Buddy w Afganistanie ponad rok temu, ale milczy gdy niszczone są cerkwie w Kosowie. Milczy, gdy bombardowana jest serbska telewizja, mosty na Dunaju, gdy dzieci mieszkające w pobliżu zniszczonych bombami zakładów chemicznych zapadają na nieuleczalne choroby... Gdy Miloszević pokazywał zdjęcia ofiar natowskich nalotów, politycznie poprawny świat znów zamknął usta. Tak popierani przez 78 dni nalotów na Jugosławię Albańczycy, po krótkim czasie przestali być zachodowi potrzebni. W Macedonii dwa lata później nie mogli już liczyć na możnych tego świata i zostali uznani za terrorystów. Znowu powraca demokratyczny schemat zmienności... Miloszević przed sądem w Hadze to typowy przykład XXI - wiecznej kryminalizacji przeciwnika i pośmiertnego tryumfu "doktryny Clintona". Nie jest moją intencją wybielanie zbrodni, które miały ewidentnie miejsce w czasie wojny domowej w tym kraju. Jak na każdej wojnie. Jak na każdej niemal, tak i tam popełnianych przez wszystkie narodowości i strony konfliktu, gdzie czasami widać wyraźnie, a czasami mniej, kto jest winowajcą, a kto ofiarą. W ustaleniu tych okoliczności na pewno nie pomoże pani prokurator, która z wiadomych jej tylko powodów pała żądzą zemsty i ambicją tryumfu nad oskarżonym. Na pewno nie pomoże Trybunał, który jest wyrazicielem tylko jednej strony konfliktu i głuchy na jakiekolwiek argumenty strony oskarżonej. Nie pomogą ludzie, którym przez całe dziesięciolecie zależało na wykazaniu, że tak naprawdę wszystkiemu winien jest Miloszević i Serbowie, którym jako jedynym, odmawia się prawa do obrony przed napastnikiem. Ale tym się różni sprawiedliwość sterowana od zwyczajnej. Ta pierwsza feruje wyroki skazujące zanim zbierze się sąd. Dla niej nie liczy się prawda, lecz egoistyczne interesy.

[Aktualności] [Współczesność] [Dzieje] [Kultura] [Wiara] [Hobby]
(c) 2000-2009 Patriota.pl. Wszelkie przedruki za zgodą redakcji.

Profesjonalne statystyki odwiedzin