Patriota.pl

Wtorek, 26 wrzesień AD 2017, dziś imieniny Cypriana, Justyny, Łucji

Patriota.pl » Współczesność » Czy Premier wie, co chce podpisać? »
Szukaj:   

Czy Premier wie, co chce podpisać?

Najważniejszym obecnie wydarzeniem w Polsce, poza tzw. afera Rywina jest, podpisanie w Atenach w dniu 16 kwietnia traktatu akcesyjnego. Dla Polski i Polaków to wydarzenie ma niebagatelne znaczenie, bo będzie podjęta decyzja o przyszłych losach Ojczyzny i jej Obywateli, a treść traktatu nie jest znana opinii publicznej. Tak naprawdę traktat i jego zapisy zna w Polsce kilkanaście osób. Do opinii publicznej nie dotarły zapisy traktatu ani nie było rzetelnej dyskusji jak te zapisy korelują z optymistycznymi informacjami mediów.

Nie jest to dokument łatwy do przebrnięcia, bo wyobraźmy sobie stos papieru o wadze 20 kg, z 5 500 stronami a ustawiony w stos, o wysokości 30 cm. Dla porównania Traktat Wersalski zawarty został na kilkunastu kartach papieru a dokument powołujący NATO zapisano na kilku kartach.

Tak obszerny dokument próbuje wniknąć we wszystkie formy życia społecznego, a przykładem może być określenie kształtu, wielkości a nawet wzoru naklejki na butelkę z napojem. Inny przykład, to określenie kwalifikacji pracownika stacji obsługi samochodów czy stacji benzynowej, określenie gdzie mogą być sprzedawane świeże ryby czy też jak daleko może sięgać dopuszczalna pomoc państwa dla hut itp.

Dokument, jak przystało na szanującą się biurokrację sporządzono w europejskiej, prawniczej nowomowie i to stanowi poważny kłopot. W polskiej prasie prawniczej prowadzono dyskusję dot. zapisu w traktacie o weterynarii i prawdziwe tuzy prawa nie są w stanie jednoznacznie stwierdzić, czy zapisy są dla Polski w tej sprawie korzystne, czy też nie.

Traktat składa się z trzech części. Najkrótsza, bo zawierająca zaledwie trzy artykuły i mówiąca o wejściu 10 nowych krajów do UE jest najważniejsza. Natomiast druga część zawierająca 5 000 stron, 62 artykuły i 30 obszernych załączników i protokołów ujmuje wyniki negocjacji. Te dwie części staną się obowiązującym prawem. Trzecia część ma charakter fakultatywny i znajdują się w niej różne deklaracje przyszłych i obecnych członków Unii.

Mamy w pamięci dzień zakończenia negocjacji i powrót premiera Millera z Kopenhagi. Prasa ,,poprawna'' pisała z entuzjazmem o ,,historycznej chwili'', ,,twardych negocjacjach do końca'', ,,niewyobrażalnym sukcesie'' itp. Słowem, propaganda sukcesu w wydaniu, o którym chcieliśmy tak bardzo zapomnieć. Mamy w pamięci obraz premiera Millera stojącego w drzwiach samolotu, miętoszącego 50 euro. Moje skojarzenie, te 50 euro nie miały nic wspólnego z sukcesem. Bardziej przypominały radość akwizytora, który cieszy się z gratyfikacji. A teraz czytając traktat, co rusz napotykamy na rozbieżności pomiędzy tym, co przekazują polskojęzyczne media a zapisami w traktacie. Aby nie być gołosłownym przytoczę kilka przykładów.

W październiku 2002 roku na wniosek Holandii kraje Piętnastki przyjęły zapis, że jeżeli w którymś z nowo wstępujących krajów, w jakimkolwiek sektorze gospodarki, pojawią się trudności lub zakłócenia w funkcjonowaniu rynku wewnętrznego albo wymiaru sprawiedliwości, to wszystkie państwa członkowskie, zgodnie z art.37-39, mogą przyjąć odpowiednie środki ochronne. To dokładnie, wczytując się w treść w/w. artykułów, że można odebrać takiemu państwu członkowskiemu prawo głosu w tych dziedzinach, w których naruszone są standardy unijne. Oczywiście, ocena standardów należy wyłącznie do krajów ,,starej'' Unii, których ten zapis nie obowiązuje. Tak w praktyce wyglądają gwarancje ,,równego traktowania w jednej unijnej rodzinie''.

Drażliwy problem dopłat dla rolnictwa nie wygląda tak optymistycznie, jak przedstawiają nam to dyspozycyjne wobec rządu i Brukseli media. Ba, mogą stać się zarzewiem poważnych problemów społecznych, bo tu mijanie się z prawdą negocjatorów oraz propagandzistów unijnych nie informujących o tym, że rolnicy mogą w ogóle tych dopłat nie zobaczyć. Otóż, zapis w tym temacie jest wyjątkowo precyzyjny i jednoznaczny a mówi, że dopłaty do rolnictwa z funduszy unijnych będzie wynosić 25% tego, co otrzymują rolnicy w UE, czyli dokładnie tyle ile proponowała Bruksela. Zatem, kto odniósł sukces? Oczywiście, te płatności mogą być za zgodą Komisji Europejskiej zwiększone o 30%, ale...zależeć to będzie od polityki wicepremiera Kołodki. Unia, co w traktacie jest wyraźnie stwierdzone, da pieniądze tylko wtedy, gdy Polska wcześniej da deklarowane 30%, i tylko wtedy. I to tyle na ten temat. Zatem zasadne jest pytanie, komu zależy na oszukiwaniu społeczeństwa i dlaczego? Jaki jest cel ukrywania niekorzystnych lub budzących wątpliwości zapisów?

Negocjacje były przedstawiane jako nieustające pasmo sukcesów ministrów Hubner i Truszczyńskiego. Przedstawiano w mediach, oficjalnych wystąpieniach członków rządu tezę o ważności dla UE kraju, takiego jak Polska. Podbijano bębenek dumy narodowej sugerując, że akces Polski do Unii uzależnia przystąpienie pozostałych krajów kandydujących. Czyżby chciano ukryć rzeczywistą. prawdę o rozpaczliwych i nieudanych negocjacjach, bo aż ciśnie się konstatacja, że negocjacje prowadzili ludzie, którzy albo nie lubią Polski, albo są po prostu niekompetentni. Taki wniosek wcale nie jest bezzasadny, jeśli spojrzymy na efekty krajów, o których nasze media milczały, bo i czym się zajmować, Cyprem i Maltą. Kraje malutkie i gdzie im do ważności Polski, a jednak.

Cypryjczycy uzyskali odrębne rozwiązanie w sprawie dopłat do rolnictwa. Ich rolnicy od początku uzyskają pełne dopłaty, ale prawdą jest, że nie jest to powód do radości dla cypryjskich rolników, bowiem obecnie otrzymują wyższe dopłaty od swojego rządu. Zatem pada mit o zyskach z akcesji, bo okazuje się, że są kraje, gdzie problem rolnictwa jest rozwiązywany korzystniej niż w UE.

Malta wywalczyła sobie prawo drastycznie ograniczające zakup tzw. drugich domów przez cudzoziemców. To w praktyce oznacza, że niemożliwy będzie zakup wszelkich nieruchomości przez cudzoziemców na Malcie. Porównajmy to, z odtrąbionym jako sukces, 12 letnim okresem ochronnym na zakup ziemi, jaki wynegocjowała polska delegacja.

Kuriozalnym ,,sukcesem'' negocjatorów jest zapis, który Polska ,,wywalczyła'' jako jedyny kraj kandydujący, a jeśli Polska wejdzie do Unii, to będzie jedynym krajem, w którym małe firmy będą obciążone podatkiem VAT. Według unijnego prawa, małe firmy o niskich obrotach są zwolnione z podatku VAT, ale przecież negocjatorzy działali w interesie ,,towarzystwa'' a nie społeczeństwa, któremu brak takiej ulgi podatkowej jak VAT na pewno nie pozwoli na rywalizację z konkurentami w Unii. Będzie, co prawda wpływ do budżetu, ale firmy będą coraz uboższe, a przez naliczanie podatku VAT ich produkty nie będą konkurować na rynku.

Do niewątpliwych sukcesów negocjacji zaliczyć należy uzyskany zapis, że: ,,...do produkcji >Polish Vodka< stosowane mogą być wyłącznie surowce pochodzące z terytorium Polski''. Klauzulą ochronną dla rolnictwa, jaką ,,wywalczyła'' Polska z uwagi na specyficzną sytuację w rolnictwie jest możliwość monitorowania handlu, zapisana jednak w części fakultatywnej, a więc...to jest taki zapis, jakby go nie było. Bo w drugiej części, która stanowić będzie podstawę prawa zapisano, że ,,...kraje członkowskie w żadnym razie nie mogą wprowadzać kontroli granicznej''. To gdzie tu miejsce na monitoring? W hipermarkecie, na półce? Nonsens.

Jak się również okazuje, wbrew zapewnieniom przedstawicieli koalicji rządzącej, nie ma żadnego prawnego znaczenia oświadczenie polskiego rządu, że dla państwa polskiego nie istnieją w prawodawstwie unijnym żadne przeszkody w samodzielnym regulowaniu spraw o znaczeniu moralnym, jak również tych odnoszących się do życia ludzkiego. To oświadczenie rządu polskiego miało na celu uspokojenie niektórych biskupów, co się po oświadczeniu Episkopatu z Gniezna, udało, a także tych wiernych, którzy mocno czują się związani z tradycją katolicką. Malta zapis ograniczający aborcję ma wpisany w drugą, obowiązującą prawnie część traktatu. Polskie oświadczenie noszące nazwę ,,Deklaracja Rządu Rzeczypospolitej dotycząca moralności publicznej'' okazuje się listkiem figowym ukrywającym faktyczne zamierzenia rządu i lewicy. Odrębną sprawą jest oświadczenie o moralności złożone przez rząd, gdy Kraj jest świadkiem afery Rywina. No, ale jacy ludzie, taka moralność. Bo przecież nie uwierzę, że decydenci nie zdają sobie sprawy, ze podpisanie traktatu 16 kwietnia 2003 roku w Atenach skutkuje jego wejściem w życie w dniu 2.05.2004 r. A to oznacza, że od 2 maja 2004 roku unijne prawo zacznie obowiązywać na terytorium Polski. Od tej pory, polscy sędziowie i urzędnicy będą musieli stosować się do prawa obowiązującego w Unii. Powstaje zatem pytanie, czy ,,nieodpowiedzialna i nie na miejscu'' zdaniem prominentnych członków lewicy, wypowiedź sekretarza Dyducha o stosunkach na linii Kościół-Państwo nie jest zapowiedzią powrotu do walki z wartościami ważnymi dla zdecydowanej części społeczeństwa. Przecież nie będą potrzebne ustawy Sejmu Polskiego, aby zmienić obowiązujące prawo. Wystarczy wnieść sprawę do sądu, który w razie wątpliwości będzie musiał zapytanie skierować nie do Warszawy, ale do instytucji w Brukseli lub sądu unijnego w Luksemburgu.

Zasadne jest, zatem pytanie, czy premier Miller tak naprawdę wie, co chce 16 kwietnia w Atenach podpisać? Gdyby tak naprawdę znał treść całego traktatu, ze wszystkimi pułapkami, to sądzę, ze zastanowiłby się na tym, co zamierza podpisać.

A może w kwestii tego ,,zastanowienia'' jestem zbyt wielkim optymista?

[Aktualności] [Współczesność] [Dzieje] [Kultura] [Wiara] [Hobby]
(c) 2000-2009 Patriota.pl. Wszelkie przedruki za zgodą redakcji.

Profesjonalne statystyki odwiedzin