Patriota.pl

Wtorek, 26 wrzesień AD 2017, dziś imieniny Cypriana, Justyny, Łucji

Patriota.pl » Współczesność » Sejm uchwala a hipermarkety... dalej swoje »
Szukaj:   

Sejm uchwala a hipermarkety... dalej swoje

Wydawało się, ze znowelizowana przez Sejm w ubiegłym roku Ustawa ,,O zwalczaniu nieuczciwej konkurencji'' zmieni radykalnie stosunki na linii producent - hipermarket - klient. Dotychczas stosunki te były jednostronnym dyktatem ze strony sklepów poszczególnych sieci zarówno wobec producenta, jak i nieuczciwe wobec klienta, który tak naprawdę nie orientował się, ze jest oszukiwany. Jedynym beneficjentem w kontaktach z obydwoma podmiotami były hipermarkety. A w znowelizowanej ustawie jest m.in. zapis, że ,,...czynem nieuczciwej konkurencji jest pobieranie innych niż marża handlowa opłat za przyjęcie towaru do sprzedaży''. Czy jest zatem prawdą, ze hipermarkety twardo negocjują kontrakty z dostawcami w ,,trosce'' o klienta?

Powszechnie dotychczas stosowaną przez hipermarkety praktyką było obciążanie dostawców przeróżnymi dodatkowymi opłatami; a to za wejście do sklepów sieci, a to za miejsce na półce, za otwarcie nowego sklepu sieci, promocję, gazetki, rocznice działania sieci, tzw. ,,imieniny lub urodziny sklepu''. Ta lista dodatkowych opłat mogła być rozbudowana dowolnie, bo praktycznie mogła zawierać wszelkie pomysły ,,szalonego pracownika marketingu'', wszystko, co w ramach tzw. ,,radosnej i kreatywnej twórczości'' tenże pracownik wymyślił. Że taki pracownik brał udział w procederze oszukiwania dostawców i klientów nie jest jego problemem, bo ,,kodeks etyczny hipermarketów'' (jeśli ci ,,handlowcy'' wiedzą w ogóle, co to jest etyka kupca) nie wyróżnia etycznych zachowań wobec swoich kontrahentów. Ważny jest relatywizm etyczny uwzględniający wyłącznie własny, bez względu na koszty społeczne interes. Z danych, jakie udało mi się zebrać do artykułów na temat hipermarketów wynika, ze dodatkowe opłaty te stanowiły dodatkowe obciążenie dostawców o 15% ich obrotów z sieciami.

- ,,I nie należy tych opłat mylić z rabatami, które musieliśmy i nadal musimy przyznawać sieciom. Reguła także nie uległa zmianie, rabat z każdym rokiem musi być wyższy. A przecież wejście do sieci to często pierwsza dostawa towarów wartości od kilku do kilkunastu tysięcy złotych za darmo, bo takie są wg. sieci koszty ryzyka''. - twierdzi, pragnący zachować anonimowość dostawca artykułów spożywczych z Podbeskidzia.

Że praktyka taka nie jest niczym wyjątkowym świadczy poniższy przykład, który całkowicie obala lansowany mit o działaniach sklepów sieci wyłącznie dla " korzyści" konsumenta.

- Jeśli dostarczam towar w cenie jednostkowej za 100 zł, to marża narzucona przez sieć wyniesie 5%, to jest 5 zł. Zatem towar pojawi się na półce w cenie 105 zł. Te 5% pozwala sieci utrzymywać, że sprzedaje towar w cenie zakupu, ale stanowi jednocześnie zysk dla sieci. I gdyby sprawa na tym się kończyła, to nie byłoby problemu. Ale to nie wszystko. Moja cena zostaje pomniejszona o składowe marketingowe (półkowe, wejście do sieci, sklepowe, promocje, gazetki itp.) o dalsze 15%, zatem mnie sieć płaci 85 zł, a to jest poniżej moich kosztów wytworzenia. Znowelizowana ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji mówi, że nie mogę sprzedać swoich towarów poniżej kosztów produkcji. Zatem aby obniżyć koszty zwalniam część pracowników, pozostałym obniżam stawkę wynagrodzenia a wydłużam czas pracy. W ten sposób zostaję zmuszony przez sieć i nasze władze do popełnienia przestępstwa, a ja osobiście mam duży dyskomfort, bo zdaję sobie sprawę z tego, że obecna sytuacja na rynku pracy powoduje, że pracownicy godzą się na tak poniżające warunki i pracują więcej za niższą stawkę. Zasadne jest pytanie, czy ma z tego korzyść klient. To ja ponoszę koszty ekspozycji towaru (półkowe), rozwoju sieci (sklepowe) itd. Ten towar nie jest na półce tańszy, zatem klient nic na tym nie zyskuje, on nadal kosztuje 105 zł, mimo, że sieć płaci mi nie 100 zł a 85 zł. Z tego jest zysk uboczny dla sieci, bo zaręczam panu, że z tego zysku nic nie otrzymają pracownicy, poza Zarządami. Tych poza zarządem trzymają sieci na najniższych stawkach. Już dziś, gdy ustalono, ze najniższa pensja ma wynieść bodajże 800 zł otrzymałem od sieci pismo, ze w związku z narzuceniem przez Rząd nowych zasad wynagradzania muszę ten fakt uwzględnić w udzielanych rabatach. To pytam; po kiego diabła w sieciach dyrektor potyka się o dyrektora, jeśli ja muszę myśleć, ba uwzględniać zmiany wynagrodzenia dla ich pracowników? - powiedział mi producent i dostawca dla sieci z okolic Tarnowa.

Pojawia się często pojęcie, opłata za ,,sklepowe''. Dobrze wiedzieć, co to jest. Otóż sieci ,,ustalają'', że za otwarcie każdej ich nowej placówki dostawcy muszą zapłacić.

- Otwarli tych sklepów 10, zatem przy ustaleniu przez sieć, że każdy sklep ,,kosztuje'' dostawcę 6000 zł, więc obciążono mnie dodatkowo kwotą 60 000 zł. Drugie 60 000 zł to faktura za wyłożenie towaru na półki, tzw. półkowe. Do tego dochodzą koszty promocji, urodzin sklepu, w których udział jest obowiązkowy, a to dalsze 70 000 zł. Razem w 2002 roku te koszty uboczne wyniosły 190 000 zł - mówi pan B., krakowski przedsiębiorca w branży spożywczej.

Pazerność sieci na zysk jest zdumiewająca. Może jeszcze jeden przykład, jak sieci ,,dbają'' o kieszeń klienta. Historyjka została mi opowiedziana przez jednego z krakowskich przetwórców warzyw i owoców. Otóż tuż przed ostatnimi Świętami zjawił się w jego zakładzie menager ds. logistyki (co za nazwa stanowiska zwykłego zaopatrzeniowca), który zaproponował zakupienie całej jego produkcji ,,sałatki szwedzkiej''. Od razu postawił warunek, że cena w detalu nie może być wyższa niż 0,99 zł / słoik 0,8 kg. To było niemożliwe, bo koszt samych warzyw do jednego słoika wynosi 0,8 zł. Do tego dochodzi koszt opakowania, robocizny, energia, transport i oczywiście minimalny zysk, co w koszcie wytworzenia wynosi 1,9 - 2,10 zł. Wtedy ,,menager'' zwrócił uwagę na pojemniki, w których znajdowały się okrawki warzyw i zaproponował, aby zrobić ,,sałatkę'' z tego! Mój rozmówca odmówił. Ale przed samymi świętami postanowił sprawdzić czy udało się pozyskać towar za taka cenę? Jakież było jego zdumienie, gdy zobaczył Sałatkę warzywną szwedzką w cenie... 0,99 zł i to w jak oznajmiała etykietka w I gatunku. Dla niego, jako producenta wejrzenie na ,,warzywa'' w słoiku nie pozostawiały wątpliwości gdzie wg. Polskiej Normy winny się znaleźć.

Ten ostatni przypadek, a nie jest on odosobniony polecam szczególnej uwadze tym klientom, których ja osobiście nazywam ,,użytecznymi idiotami''. Są to tacy spośród nas, którzy ,,idą ciągle w awangardzie postępu'', bez zastanowienia, w imię jakich mitycznych standardów europejskich dają się nabijać w butelkę. To są ci, dla których wizyta w hipermarkecie jest rytuałem, zamiast teatru (tego biedactwa nie rozumieją, a do tego teatry póki co są polskie - co innego, gdyby były ,,europejskie''). To są ci, którzy zaglądają innym do koszyków i kupują bez opamiętania, nie zastanawiając się, że tym samym biorą udział w okradaniu swojego Kraju. Bo oprócz podanych powyżej przykładów ,,kombinowania'' realizowanego przez markety, mamy wcale nie marginalny, problem z regulowaniem podatków. Wspomina o tym wspomniany raport NIK-u, lecz dotyczy on rozliczeń podatkowych z samorządami i dotyczy podatku od nieruchomości itp. Jest jeszcze sprawa podatku dochodowego, którego nagminnie sieci nie płacą. Dokładnie ten temat przedstawiła w ubiegłej kadencji pani senator Jadwiga Stokarska, ...lecz nie było woli politycznej, aby ten proceder ukrócić. I teraz chyba także nie będzie, a to dlatego, że teraz także tej woli politycznej nie ma. Dlaczego? Otóż nie wszystkim pewnie wiadomo, że sieć BILLA Polska był ściśle związany z SdRP. Ale weszła w życie ustawa o zakazie prowadzenia działalności przez partie polityczne i SdRP musiało pożeganać się z zyskami z tej działalności. Jednak zostali ludzie. To uwikłanie w sprawy biznesu doprowadziło to kuriozalnej sytuacji, gdy powołany na stanowisko ministra Sławomir Wiatr nie mógł nadążyć z czasem, bo... pełnił funkcję Prezesa Billa Polska i właśnie, aby uniknąć płacenia należnego podatku dochodowego likwidował firmę Billa i instalował nowego właściciela, którym teraz jest Elea. I oczywiście podatku nie płaci, zgodnie zresztą z prawem.

Możemy zatem producentów i dostawców dla sieci zapytać: to dlaczego panowie dalej współpracujecie z nimi? Odpowiedź nie jest prosta. Bo dotykamy tu działań samorządów lokalnych, które mając wiele sygnałów dotyczących skutków działania sklepów sieci, nadal wyrażają zgodę na lokalizację tych molochów handlowych. A przecież nie od dziś wiadomo, ze sieci pustoszą przestrzeń handlową wokół siebie. W niektórych rejonach Polski producenci są zmuszeni do współpracy z siecią, bowiem nie ma już innego odbiorcy, a tworzenie indywidualnej sieci dystrybucji jest ponad ich możliwości finansowe. Dochodzą do zapytań o motywy działania samorządów w sprawie lokowania sieci pytania o korupcję. Nie jest to pytanie nieuzasadnione, bowiem wg. Raportu NIK, który badał sprawę lokalizacji sklepów wielkopowierzchniowych pytanie to jest jak najbardziej uzasadnione. Jak dotychczas tylko w Łodzi objęto postępowaniem sądowym byłych prezydentów miasta. A przecież raport wspomina o Wrocławiu, Warszawie i innych miastach. Czy zatem działania NIK-u nie sygnalizują spraw nagannych, którymi powinna zająć się prokuratura? A może działania prokuratur są jednak działaniami wybiórczymi i chronią ludzi w układach?

Mamy znowelizowaną ustawę, a sieci nadal swoje. Przed świętami, a więc już w czasie obowiązywania ustawy, trzy zachodnie sieci przesłały do swoich dostawców pisma z żądaniem kilkuset tysięcznej ,,rekompensaty za utratę świadczeń finansowych, które sieci te straciły w wyniku przyjęcia przez Sejm nowelizacji do ustawy''.

Nie ma znaczenia dla prawników i właścicieli sieci, że od listopada 2002 te ,,świadczenia'' są z mocy prawa nielegalne.

Co na takie łamanie prawa nasi parlamentarzyści, Rząd czy Federacja Konsumentów? Że takie praktyki nie są tylko zauważalne na polskim rynku świadczy artykuł we francuskim ,,Que Choisir'', gdzie także zwraca się uwagę na taki proceder realizowany m.in. przez sieć Leclerc. Czy mamy dopuścić do sytuacji, jaka ma miejsce we Francji, gdzie sieci kontrolują 90% rynku, a dostawcy ,,muszą'' dawać specjalne rabaty sięgające 60% ceny produktu gotowego? W Polsce jak dotychczas te upusty sięgają 15%, ale sieci żądają każdego roku powiększania tego upustu. Czy z korzyścią dla klienta? Nie uwierzę.

[Tekst był publikowany w Nowej Myśli Polskiej]

[Aktualności] [Współczesność] [Dzieje] [Kultura] [Wiara] [Hobby]
(c) 2000-2009 Patriota.pl. Wszelkie przedruki za zgodą redakcji.

Profesjonalne statystyki odwiedzin