Patriota.pl

Wtorek, 26 wrzesień AD 2017, dziś imieniny Cypriana, Justyny, Łucji

Patriota.pl » Współczesność » Boże, strzeż mnie przed przyjaciółmi moimi »
Szukaj:   

Boże, strzeż mnie przed przyjaciółmi moimi

7 i 8 czerwca przegraliśmy bitwę o niepodległą i suwerenną Polskę. Wynik referendum w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej był przesądzony wiele miesięcy wcześniej. Jedyną szansą byłaby zbyt niska frekwencja. Uniosceptycy w porównaniu z eurofilami ubożsi byli pod każdym względem. Według mnie najbardziej jednak dotkliwym był brak solidarności i wzajemnej pomocy. Człowiekowi można wybaczyć wiele, ale narodowcowi nigdy wybaczyć nie można ignorowania czy lekceważenia drugiego człowieka. Człowieka, który jest członkiem tego samego narodu.

Są pewne rzeczy w środowisku narodowym, o których głośno mówić nie wypada. Brudy wszak pierze się we własnym domu. Jednakże nie możemy sobie pozwolić na ukrywanie dywersantów, kombinatorów, destruktorów, zdrajców i karierowiczów. Ludzie ci mało, że rozwalają obóz narodowy, to jeszcze narażają na kompromitację szlachetną ideę narodową, której są ponoć zwolennikami. Na co dzień usta pełne mają frazesów o budowaniu Wielkiej Polski, obronie Narodu Polskiego, krzewieniu cywilizacji łacińskiej i wiary katolickiej. Potrafią starannie się zakamuflować i wprowadzić wielu naiwnych w błąd. Są jednak sytuacje, kiedy muszą poddać się badaniu na uczciwość. Ostatnim takim sprawdzianem była kampania przed referendum akcesyjnym.

Sprzeciw wobec przystąpienia Polski do Unii Europejskiej równoznaczny był z obroną niepodległości, niezależności i suwerenności naszej Ojczyzny. Była to walka o zachowanie podmiotowości Narodu Polskiego. W walce tej wszyscy prawi Polacy tworzyli, lub przynajmniej tworzyć powinni, wspólny front. Była to walka ze wspólnym wrogiem. Nawet jeśli nie o życie, to przynajmniej zachowanie sił witalnych narodu. Na wojnie żołnierze muszą się wspierać, muszą walczyć ramię w ramię. Tylko wspólnym wysiłkiem można pokonać wroga. W pojedynkę jeszcze nikt nigdy nie wygrał żadnej bitwy czy wojny. Nie chcieli tego do świadomości przyjąć narodowcy, szerzej: eurosceptycy.

Wygranie referendum akcesyjnego zależało w głównej mierze od odpowiedniego uświadomienia obywateli, od dotarcia do nich z rzetelną informacją. Nie mieliśmy wystarczających środków finansowych, aby przebić opłacanych z publicznych pieniędzy euroentuzjastów. Tym bardziej więc powinniśmy się wspierać. Było dokładnie odwrotnie.

Zarejestrowanych zostało kilkadziesiąt organizacji i stowarzyszeń powołanych w celu zapobieżenia wcieleniu Polski do UE. Na kilka miesięcy przed referendum większość z nich się porozumiała i utworzyła Ośrodek Koordynacyjny Nie dla UE. Znaleźli się jednak ludzie i grupy, które kierując się własną wodzowską ambicją, postanowiły działać samodzielnie. Własną kampanię antyunijną prowadziła Liga Polskich Rodzin wraz ze swoim Polskim Komitetem Niepodległości. Akcja ta z góry skazana była na niepowodzenie, chociażby z tego względu, iż oparta była na kłamstwie. Na swoich ulotkach LPR podawała, iż jest jedyną siłą polityczną sprzeciwiającą się wejściu Polski do Unii Europejskiej. Uwierzyć mogli w to ludzie, którzy na co dzień nie interesują się polityką. Każdy jednak mniej więcej uświadomiony, w miarę oczytany człowiek wie, iż przeciw integracji z UE występowały też Samoobrona, O.K. Nie dla UE, Narodowe Odrodzenie Polski. Czy można wierzyć partii, która kłamie w tak prostej sprawie? Podejrzewam, iż kampania LPR odniosła efekt odwrotny od pożądanego.

Solo wystąpił również Leszek Bubel. Swego czasu był członkiem zarządu krakowskiego Stowarzyszenia Nie dla UE. Wystąpił jednak z tej organizacji (jak mnie poinformowała listownie pani sekretarz Nie dla UE: powodowany własną ambicją) i założył organizację o łudząco podobnej nazwie: Polskie Stowarzyszenie Nie dla UE. Czyż nie mógł zdobyć się na bardziej oryginalną nazwę? (nawet wydając prasę nie jest oryginalny, gdyż bazuje na przedrukach z innych czasopism). Leszek Bubel kampanię antyunijną prowadził przede wszystkim na łamach swoich gazet. Tuż przed referendum wydrukował ponoć 500 tys. kolorowych kart uniosceptycznych, które sprzedawał w cenie...1 zł za sztukę! A ile zapłacił za druk jednej kartki? 5 groszy? W każdym bądź razie ja za druk "Narodowej Alternatywy" płacę 1 zł za egz. przy nakładzie 2000 egz. i 0,80 zł za 3000 egz. nakładu. Przypomnę, że gazeta ma 20 stron, format A4 i kolorowe okładki. Wystarczy porównać czasopismo z pocztówką!

Niezwykle trudno jest wprowadzić na rynek prasowy nowy tytuł. Prócz pieniędzy, trzeba zapewnić sobie również reklamę. Przyznam się szczerze, iż problemy miałem z jednym i z drugim. To spowodowało, iż na kilka tygodni musiałem zawiesić działalność wydawniczą.

Zawiedli mnie ludzie, na których najbardziej liczyłem. Pomocy odmówili mi ludzie, o których miałem wysokie mniemanie.

1. Wprowadzając do sprzedaży na terenie całego kraju drugi numer "Narodowe Alternatywy", dwa razy zamówiłem płatną reklamę w "Naszym Dzienniku". Dwa razy mi odmówiono. "Nasz Dziennik" odmówił także zamieszczenia płatnego ogłoszenia o konferencji przeciwników UE w Katowicach, na której powołano Ośrodek Koordynacyjny.

2. Wykupiłem płatną reklamę w tygodniku "Nasza Polska". Wpłaciłem odpowiednią sumę pieniędzy i wysłałem projekt reklamy. Reklama nigdy się nie ukazała. Po kilku tygodniach pieniądze mi zwrócono. Nie otrzymałem żadnego wyjaśnienia.

3. O zamieszczenie reklamy poprosiłem tygodnik "Tylko Polska". Leszek Bubel w liście oraz rozmowie telefonicznej poinformował mnie, iż w swoim piśmie bezpłatnie zamieszcza reklamy wydawnictw narodowych. Zareklamował pierwszy numer "Narodowej Alternatywy". Przyszło mu to tym łatwiej, iż przekonany był, że mu nie zaszkodzę. "NA" miała tylko16 stron, była czarno-biała, odbijana na kserokopiarce i rozprowadzana drogą wysyłkową. W numerze styczniowym "Tylko Polska" opublikowała nawet recenzję "NA" pióra Roberta Larkowskiego. Larkowski wysoko ocenił moje pismo i życzył, aby "NA" nabrała rozmachu. Gdy po kilku miesiącach wydałem kolejny numer, znacznie lepszy i już jako dwutygodnik, znowu poprosiłem Leszka Bubla o reklamę w "Tylko Polska". Tym razem wydawca "Tylko Polska" okazał się głuchy na moją prośbę. Nie odpowiedział też na moją prośbę o udzielenie wsparcia finansowego. Domyślałem się, co jest tego przyczyną.

Rozmowy z Leszkiem Bublem w sprawie współpracy i pomocy prowadził mój bliski współpracownik i przyjaciel. To co usłyszał od Bubla rozwiało wszelkie nasze wątpliwości. Bubel po prostu boi się konkurencji. Boi się, że "NA" zagrozić może jego geszeftowi. Oczywiście odmownej odpowiedzi udzielił używając wulgarnych słów. O tym, że były kandydat na prezydenta przeklina dowiedziałem się w trakcie rozmowy telefonicznej z nim. Jedno ze środowisk narodowych związanych z pewnym tygodnikiem określił jako "pojebanych". Widać jak na dłoni, ile szczerości było w życzenia zawartych w tekście

"Nowe pismo narodowo-radykalne". Leszek Bubel dał wyraźnie do zrozumienia, iż nie zamierza wspierać pisma, które może stanowić dla niego konkurencję. Dlaczego rydzykowcy z "Naszego Dziennika", "Nasza Polska" i Leszek Bubel nie chcą, aby "Narodowa Alternatywa" zaistniała na rynku wydawniczym i rozwinęła skrzydła? Przecież mamy znikomy procent polskich gazet, większość tytułów znajduje się w obcych rękach. Każdy prawdziwy Polak, narodowiec z radością powinien powitać pojawienie się nowej gazety iście polskiej. Konkurencja? Czy dla "Naszego Dziennika" i "Tylko Polski" konkurencję może stanowić dwutygodnik, który ma 3 tys. egz. nakładu i wydawany jest przez chłopaka ze wsi? My musimy konkurować z polskojęzyczną prasą zagraniczną, a nie miedzy sobą. Im będzie nas więcej, tym będziemy silniejsi. Rola mediów niezwykle ważna okazała się w kampanii przedreferendalnej. Zamierzałem wydać numer "Narodowej Alternatywy" w całości poświęcony Unii Europejskiej. Niestety, znikąd nie otrzymałem pomocy. Zostałem tymczasowo wyeliminowany z walki. A przecież "NA" mogła trafić do kilku tysięcy Polaków. Ludzie kupili trzy ostatnie numery, wykupili prenumeratę. To znaczy, że jest potrzebna, że są ludzie, którym nie odpowiadają dotychczasowe gazety narodowe. W kampanii przedreferendalnej każde źródło rzetelnej informacji się liczyło. Jeśli ktoś nie był wystarczająco przekonany po przeczytaniu "Naszego Dziennika" czy "Tylko Polski", to mogła go przekonać lektura "Narodowej Alternatywy". Ojciec Rydzyk i Leszek Bubel dla wielu narodowców stają się mało wiarygodni. Obydwaj budują swoje imperia opierając się na głoszeniu haseł narodowych. Może bardziej przekonujący jestem ja, który ostatnie grosze przeznaczyłem na wydanie gazety i dodatkowo się zapożyczyłem.

Wiele osób tłumaczyło się, iż wsparcia udzieli mi po referendum, gdyż teraz gros środków przeznaczyło na druk plakatów i ulotek. Wiele pieniędzy wyrzuconych zostało w błoto. Ulotek i plakatów się nie czyta. Ulotki się wyrzuca, a plakaty zrywa. Czyta się gazety. Polacy są przekorni i nie lubią, gdy otwarcie się ich do czegoś namawia lub zniechęca. Z przekory postąpią akurat odwrotnie. Czasopismo natomiast ma charakter informacyjny. W formie informacji można czytelnikowi przekazać odpowiednie fakty. Nie będzie miał wrażenia, że jest agitowany, poddawany indoktrynacji. Ulotki i plakaty otrzymuje się za darmo. Świadomość ludzi jest taka, iż nie szanuje się rzeczy otrzymanych gratis. Zatem ulotek przeważnie nikt nie czyta. Jeśli natomiast ktoś kupuje gazetę, to z zamiarem jej przeczytania. Mamy obecnie takie czasy, iż mało kto może sobie pozwolić, aby zmarnować nawet kilka złotych.

Koniec końców, referendum zostało przegrane. Wiele pieniędzy zostało wyrzuconych w błoto. Środki te można było wykorzystać na utworzenie gazety z prawdziwego zdarzenia. Taką szansę ma "Narodowa Alternatywa". Niestety, będziemy musieli stoczyć jeszcze niejedną bitwę. Musimy być ostrożni; wrogów znamy, ale kto jest naszym przyjacielem?

[Aktualności] [Współczesność] [Dzieje] [Kultura] [Wiara] [Hobby]
(c) 2000-2009 Patriota.pl. Wszelkie przedruki za zgodą redakcji.

Profesjonalne statystyki odwiedzin