Patriota.pl

Wtorek, 26 wrzesień AD 2017, dziś imieniny Cypriana, Justyny, Łucji

Patriota.pl » Współczesność » Strategia rozwoju »
Szukaj:   

Strategia rozwoju

W strategii rozwoju wielu miast poczesne miejsce - szkoda tylko, że wyłącznie w kampanii wyborczej - zajmuje tworzenie warunków dla rozwoju drobnego handlu i rzemiosła. Znamienne, że po wyborach, ani radni ani zarządy miast nie wspominają o skutkach swoich decyzji, dotyczących zgody na lokowanie sieci hipermaketów, na funkcjonowanie drobnego handlu, lokalnego rynku pracy, infrastruktury komunikacyjnej.

Z informacji fachowców zajmujących się problematyką bezrobocia oraz danych Urzędów Pracy wynika, że powstający w dużym mieście hipermarket powoduje niekorzystne warunki na rynku pracy wyrażające się stosunkiem 1:7, to znaczy: jedno stanowisko pracy w hipermakecie powoduje likwidację 7 stanowisk pracy w handlu, rzemiośle i średniej przedsiębiorczości. Dalszą konsekwencją działalności sieci handlowych jest ,,czyszczenie'' w stosunkowo krótkim czasie przestrzeni handlowej i produkcyjnej w swoim sąsiedztwie.

Dziś, po wyborach samorządowych, nowe rady zastaną bardzo skomplikowaną sytuację sprokurowaną przez ich poprzedników, którzy jakże twórczo przystosowali do swoich potrzeb stare polskie przysłowie o łowieniu ryb w mętnej wodzie.

Słuszne wydaje się zatem prześledzenie niektórych ,,procedur'' stosowanych przez inwestorów w celu uzyskania zamierzonego celu. Znamienna jest rola samorządów w tym ,,procederze'', która zachłystując się komunałami o swoim wpływie na kreowanie lokalnej polityki gospodarczej, jest zręcznie manipulowana przez sprytnych lobbystów, nierzadko ulegając pokusie korupcji lub też samodzielnie ,,podłączając'' się do rzekomo ,,korzystnych'' dla lokalnej społeczności przedsięwzięć. Założę się o duże pieniądze, że jeśliby radni, którzy optują za rozwojem dużych sieci handlowych i szermują hasłami o ,,tworzeniu nowych miejsc pracy'' musieliby utworzyć z własnych środków fundusz dla zabezpieczenia bytu tych, którzy w wyniku ich decyzji tracą pracę, to decyzje o lokalizacji hipermarketów byłyby podejmowane bez tak częstego naruszania prawa i zgodnie z lokalnym interesem. Szkopuł w tym, że za te decyzje płaci społeczeństwo, a sprawcy pozostają w błogim przekonaniu o swojej ,,dziejowej misji'', nierzadko właśnie stanowione przez siebie prawo wykorzystując do ,,zasilenia'' własnej kieszeni.

Mówią o tym bez ogródek przedstawiciele zachodnich sieci handlowych twierdząc, że rzeczywistym wrogiem ich inwestycji nie są społeczności lokalne, z których protestami można się nie liczyć, ale lokalni politycy i stworzona przez nich sieć powiązań pionowych (parlament, struktury rządowe) oraz poziomych (nieformalne powiązania przebiegające poprzez różne opcje polityczne w radach), przez które dochodzi do nieformalnych nacisków. Powiązania te powodują, że każdy inwestor wchodząc na rynek napotyka na las chciwych, lepkich rąk, które utrudniają działania, ale powodują, że sprostać im może tylko zagraniczny inwestor. Z rozmów z lokalnymi politykami wynika, że ,,koszt załatwienia'' formalności związanych z lokalizacją, zezwoleniami na budowę hipermarketu wynosi od 1 do 3 mln. zł poza zeznaniem PIT, a więc bez podatków. Takie same wielkości padają z ust pełnomocników inwestorów.

Mętna woda

Jeśli rozejrzymy się wokół, widzimy coraz więcej budowanych hipermarketów. Wydawać by się zatem mogło, że lokalne samorządy mają z tych transakcji niebagatelny zysk. O dziwo, tak nie jest, a kontrola NIK poświęcona tej sprawie wykazuje, że samorządy lekką ręką pozbywają się potrzebnych lokalnej społeczności pieniędzy, które w dziwny sposób zostają ,,przekazane'' do kieszeni różnej maści ,,wędkarzy''. To jeszcze nie wszystko. W wyniku nieprecyzyjnych umów miasta zostają zobligowane do inwestowania w infrastrukturę komunikacyjną wokół hipermarketów. Do tego dochodzą ,,dziwne'' niedopatrzenia przy egzekwowaniu podatku od nieruchomości lub zaskakujące decyzje o jego umorzeniu. Do tej gamy zarzutów dodać należy nagminne ,,gubienie przez urzędników'' różnych dokumentów tyczących zgodności inwestycji z planem zagospodarowania przestrzennego, niezgodne z prawem podejmowanie decyzji lokalizacyjnych, całkowitą rozbieżność z uchwalonym planem zagospodarowania przestrzennego a decyzją o lokalizacji.

Tragedią Polski lokalnej jest to, że NIK, w badanych miastach, wszędzie bez wyjątku stwierdził podobny scenariusz. Pośrednicy wykupują teren, by po kilku tygodniach, już po przekwalifikowaniu z przeznaczenia rolnego na komercyjne, sprzedać te grunty z dużym zyskiem. Czytając informację NIK możemy bez ryzyka popełnienia błędu powiedzieć, że absolutnym mistrzem w tej niechlubnej profesji jest Agencja Rolna Własności Skarbu Państwa gdzie obrotem ziemią w jej imieniu zajmuje się spółka-córka Towarzystwo Obrotu Nieruchomościami ,,AGRO''. Zacytujmy, co o transakcjach zbywania gruntów na obszarze gminy Kobierzyce i miasta Łodzi mają do powiedzenia inspektorzy NIK:

W dniu 1 września 1998 roku Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa Oddział Terenowy w Warszawie zawarła z Towarzystwem Obrotu Nieruchomościami ,,AGRO Wrocław'' umowę zlecenia sprzedaży gruntów rolnych położonych we Wrocławiu i przylegających doń gruntów o powierzchni 20,6 ha położonych w Bielanach Wrocławskich - gmina Kobierzyce. Z postanowień umowy wynikało, że przed sprzedażą gruntów do obowiązków TON ,,AGRO'' należało m.in.: (1) podjęcie czynności zmierzających do zmiany przeznaczenia tych gruntów w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego na cele nierolne (w tym opracowaniu koncepcji zmiany planu), (2) przygotowanie geodezyjne i prawne transakcji.

TON ,,AGRO'', do którego zadań należy zagwarantowanie Państwu jak najlepszej ceny za zbywaną ziemię nie realizuje umowy. 30 grudnia 1999 roku ,,AGRO'' pozbywa się gruntów w Bielanach Wrocławskich za 21 mln. zł - nie podejmując nawet próby zmiany przeznaczenia ziemi z rolnego na komercyjne. Nabywcy, grupa warszawskich biznesmenów, z prezesem firmy Erabud Zbigniewem Pawłowskim, jeszcze tego samego dnia doprowadzili do tego, że: ,,Rada Gminy w Kobierzycach podjęła uchwałę o przystąpieniu do opracowania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego w celu zmiany przeznaczenia wspomnianego kompleksu gruntów rolnych na " tereny aktywizacji gospodarczej'', co według szacunków rzecoznawcy ,,spowodowało wzrost wartości gruntów w Bielanach Wrocławskich do 48.689.821 zł, to jest o 27.797.000 zł więcej niż uzyskała za sprzedaż AWRSP''.

Kiedy to nastąpiło, grunt z rąk prywatnych biznesmenów w dniu 25 lipca 2000 r. zakupiła spółka Erabud (właściciele to Zbigniew Pawłowski i Sobiesław Zasada) za 41,5 mln zł, a kolejnego dnia został sprzedany koncernowi Auchan za 53 mln. zł. Zdaniem NIK na tej ,,korzystnej i w interesie'' Skarbu Państwa prowadzonej transakcji, AWRSP straciła 32 mln. zł.

Dodatkowo trzeba było zapłacić za ,,profesjonalne'' przeprowadzenie w/w transakcji spółce-córce TON ,,AGRO'' kwotę 5.5 mln. zł.

Ciekawe, że w dniu 18.12 2001 roku Minister Skarbu Państwa zakwestionował zastrzeżenia NIK dotyczące w/w transakcji. Czyżby przykład powiązań poziomych?

Kolejny przykład z Łodzi potwierdza ogólne odczucie społeczne o samowoli urzędników. Oto, co na temat tego ,,przekrętu'' ma do powiedzenia NIK: ,,W dniu 21 listopada 1998 r. ukazała się w prasie informacja o przetargu nieograniczonym na oddanie w użytkowanie wieczyste 9 nieruchomości o łącznej powierzchni 18,48 ha, zabudowanych budynkiem magazynowym, położonym w Łodzi w rejonie ul. Zgierskiej. Oferty kupna tych gruntów złożyły 4 firmy. W tym Carrefour Polska. Kierownik Urzędu Rejonowego w Łodzi w dniu 14 grudnia 1998 roku poinformował oferentów o odwołaniu przetargu z powodu wniosków byłych właścicieli nieruchomości o ich zwrot. Okoliczność ta nie przeszkodziła jednak kierownikowi Urzędu (na 3 dni przed likwidacją urzędów rejonowych) do oddania gruntów w użytkowanie wieczyste - i to bez przetargu - panu Skowronkowi, podającemu się za partnera inwestycyjnego Carrefour Polska, za roczną opłatą za grunt w kwocie 129 tys.zł (tj. 6,98 zł/m2) w celu poprawienia warunków nieruchomości przyległej''. Prokurator Okręgowy w Łodzi wniósł w dniu 18 maja 1999 r. do Sądu Okręgowego pozew o uznanie aktu notarialnego za nieważny. Dodać należy, że sprawa nie została rozpatrzona przez Sąd, ponieważ wyrok w I Instancji został zaskarżony. Ciekawe, że pani Agata Paszkowska, rzecznik Carrefoura kategorycznie zaprzecza jakoby koncern miał cos wspólnego z firmą Integro i nie może także odpowiadać za poczynania pana Skowronka. Otóż, poparcie, jakim cieszyło się Integro w oczach byłych członków Zarządu Miasta Łodzi, prezydenta Marka Czekalskiego i jego zastępcy Pawła Pawlaka spowodowało, że obaj panowie znaleźli się w kręgu zainteresowań prokuratury.

Sieć Metro AG starała się o grunt przy ul. Brzezińskiej, ale problem był w tym, ze grunt przeznaczony był pod zabudowę mieszkaniową. Zatem jeden z prezydentów wskazuje firmę Integro, która ,,załatwi'' wszystko. W tej sytuacji GBS, spółka-córka Metro AG z przychylnością odniosła się do sugestii płynących z ,,tak wiarygodnego źródła'' i zleciła załatwienie wszystkich formalności firmie Integro. Za ,,pomoc w uzyskaniu wszystkich wymaganych polskim prawem pozwoleń na budowę i pomoc w przekwalifikowaniu gruntów'' firma Integro zainkasowała 600 tys. zł. Śledztwo prowadzone w tej sprawie przez prokuraturę radomską ustaliło, że Maciej Szewczuk z Integro zatrzymał kwotę 150 tys. zł, natomiast 450 tys. powędrowało do kieszeni byłego prezydenta Czekalskiego.

I kolejny raz zdaniem NIK realna cena metra kwadratowego gruntu powinna wynosić 84 zł. Ale Zarząd Miasta (pewnie w trosce o inwestora?) wycenił je na kwotę od 11 do 42 zł/m2. W przygotowanych przez Zarząd Miasta dokumentach napisano, ze koncern Metro AG (M1) pokryje koszty modernizacji okolicznych dróg za kwotę 4 mln. DM. Wkrótce jednakże okazało się, że 76% kosztów tych inwestycji towarzyszących ,,przejęło'' miasto. I pewnie w trosce o ,,nowe miejsca pracy dla łodzian?''

Co zaskakuje? Władze Łodzi z ramienia SLD nie krytykują oskarżonych o korupcje byłych prezydentów Miasta Łodzi, a byli oni z ,,nadania'' UW. Powody takiego stanowiska są wytłumaczalne. Przecież nie kto inny tylko SLD wprowadziło dyscyplinę partyjna, gdy doszło do głosowania w sprawie ,,zmiany przeznaczenia gruntów przy ul. Strykowskiej z rolnego na budowlany''. Wówczas włączył się do gry łódzki baron SLD, poseł Andrzej Pęczak, który przekonywał o korzyściach, jakie przyniesie niewielki obiekt handlowy z częścią rekreacyjno-sportową. Wkrótce okazało się, że na tym terenie stanął hipermarket Auchan (sportowo-rekreacyjna część inwestycji ogranicza się do pchania wózków), a pośrednikiem przy sprzedaży gruntów była firma Erabud, której współwłaścicielem jest Sobiesław Zasada. Powiązania Sobiesława Zasady z politykami SLD są powszechnie znane. Wielu z nich ,,pracuje'' dla Zasady, jak choćby wspomniany już Andrzej Pęczak. Gdy był w 1997 roku wiceministrem Skarbu Państwa, wkrótce po objęciu funkcji zakomunikował, że chce ,,sprzedać firmie Zasady akcje Skarbu Państwa w spółkach Star, Autosan i Fabryce Przekładni w Tczewie''. Protestującą przeciwko sprzedaży załogę Stara wprowadził w osłupienie argumentem, ,,że chce jak najlepiej dla firmy, bo przecież jego rodzina posiada akcje Sobiesław Zasada Centrum''. Rzeczywiście trudno jaśniej wyrazić, gdzie ma się społeczeństwo i interes Skarbu Państwa.

Nie bez kozery jest tu przypomnienie, że Sobiesław Zasada i jego Erabud wspomógł kampanię prezydencką Aleksandra Kwaśniewskiego kwotą 70 tys. zł. Teraz zrozumiałe, że oczekuje poparcia jego starań i to otrzymuje.

Mechanizm korupcyjny

Samorządy miały być nadzieją polskiej demokracji, ale dziś obserwujemy, iż przeżywają ogromny kryzys moralny i personalny. Podczas ostatnich wyborów okazało się, że wyborcy ponownie obdarzyli zaufaniem tych, którzy zamieszani byli lub są w rozmaite afery i skandale. Niewątpliwie wpływ na to ma chory system wyborczy, preferujący duże ugrupowania i praktycznie radny zabiegający o reelekcję i umieszczony na odpowiednim miejscu jest wybierany. Nie ma tu znaczenia, ze w każdych wyborach staruje taka osoba z coraz to nowej listy. Ważne jest, aby miał poparcie możnego sponsora i wyrażał poparcie dla głównego nurtu interesów. Na samooczyszczenie rad nie ma szans, bo nawet, jeśli pojawi się grupa prawdziwych społeczników to przypina im się łatkę ,,oszołomów''. Działalność rad jest często wyrokiem lub zbawieniem dla firm, a gdy w grę wchodzą decyzje dotyczące ziemi i inwestycji to często okazuje się, że radni reprezentują i firmę, w której dziwnym trafem są pełnomocnikami, i tą samą firmę, dla której projektują, i interes miasta, bo przewodniczą komisji architektury i urbanistyki (opisywana przeze mnie sprawa dot. IVACO Center i roli pana Obtułowicza z Krakowa).

Wg. NIK można wyróżnić kilka podstawowych przyczyn patologii, które są przyczyna korupcji:
1. Nadmiar kompetencji w ręku jednego urzędnika;
2. Dowolność w podejmowaniu decyzji;
3. Lekceważenie dokumentacji i częste ,,zaginięcia'' dokumentów w urzędach;
4. Słabość kontroli wewnętrznej;
5. Nierówność w dostępie do informacji;
6. Brak odpowiedzialności osobistej za podjęte decyzje zarówno radnych jak i urzędników;
7. Brak jakichkolwiek rozwiązań korupcyjnych - te pozostają w sferze medialnej, ale praktyka dowodzi, że tak naprawdę nikt ze sprawujących jakąkolwiek władzę nie jest zainteresowany realnymi rozwiązaniami tego problemu;
8. Nadmierne korzystanie z usług zewnętrznych - stąd takie firmy jak AGRO, Erabud, Integro mogą swobodnie i z korzyścią dla siebie funkcjonować nie licząc się ze społeczeństwem, które i tak w wyborach zagłosuje na medialne marzenia;
9. Uchylanie się lub wręcz utrudnianie kontroli państwowej - ostatni przykład z KGGM, gdzie nie wpuszczono kontroli NIK wyraźnie wskazuje, że ośrodki decyzyjne są gdzie indziej, a aparatowi kontroli państwowej usiłuje się nadać wyłącznie formę atrapy;

Obecnie przewodniczącym sejmowej Komisji Kontroli Państwowej jest poseł SLD, wspomniany już Andrzej Pęczak. Retorycznym jest pytanie, czy jest zainteresowany kontrolą spółek, w których on sam lub jego rodzina ma udziały? Czy jest zainteresowany możliwym ujawnieniem przez kontrolujących powiązań biznesowych?

Polityka prowadzona na dole, w samorządach jest specyficzna. Pomniejsza się ranga wymagań moralnych, które to wymagania nie są również zbyt silne w parlamencie. Natomiast obserwuje się instynkt stadnego przetrwania, czego dowodem jest to, ze radni, wobec których toczy się postępowanie nie chcą rezygnować z mandatu a takie postępowanie nie powoduje nacisków ze strony pozostałych radnych. Nie interesuje nikogo, że takie postępowanie sugeruje, że podejrzewany przez wymiar sprawiedliwości radny stanowi integralna część całego towarzystwa. Dochodzą do tego powikłane interesy lokalnych struktur partyjnych, które nie reagują na zachowania swoich radnych, ale także dają ,,zielone'' światło dla podejrzanych radnych z innych ugrupowań. Ostatnie wybory mamy za sobą. Szkoda, że w każdym mieście znaleźli się ludzie, którzy wpisali się po raz kolejny (miejmy nadzieję, że ostatni) w dzielenie prawicy konserwatywno-katolickiej. Przy tej okazji dochodzi do żenujących sytuacji wykorzystywania symboli religijnych umieszczanych w logo. Jeśli od dziś nie będziemy z najwyższą uwagą i surowością patrzeć na ręce nowo wybranym radnym to skandale samorządowe i korupcyjne będą rozwijać się nadal. Na razie wyborcy otrzymują w czasie wyborów wyciągi z książek telefonicznych z zadaniem postawienia w jednym miejscu krzyżyka. Nie ma informacji o działaniach poszczególnych osób, ani o ich działalności biznesowej, które wynikają z funkcji radnego. Tak być nie musi.

[Aktualności] [Współczesność] [Dzieje] [Kultura] [Wiara] [Hobby]
(c) 2000-2009 Patriota.pl. Wszelkie przedruki za zgodą redakcji.

Profesjonalne statystyki odwiedzin