Patriota.pl

Wtorek, 26 wrzesień AD 2017, dziś imieniny Cypriana, Justyny, Łucji

Patriota.pl » Współczesność » Oderwani od polskości »
Szukaj:   

Oderwani od polskości

Kiedy rozpoczęto debatę w Magdalence i ustrój państwa partyjnego dobiegał swych dni, zaczęły pojawiać się starannie "opracowane" artykuły, po których jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, solidarna dotąd opozycja niepodległościowo-demokratyczna zaczęła polaryzować się wokół kwestii żydowskiej. Ostatni raz kwestia żydowska dzieliła polską inteligencję w latach 30. XX wieku. Trudno bowiem uznać, że ostatni podział inteligencji związany ze spojrzeniem na kwestię żydowską miał miejsce w 1968 roku. Rok 1968 był walka o przywództwo w PZPR, do której perfidnie wciągnięto, przy pomocy patriotycznych haseł, zdezorientowaną młodzież studencką.

Czasy bezpośrednio po wojnie nie sprzyjały podjęciu rzetelnej dyskusji dotyczącej problemów polsko-żydowskich. Powody były przynajmniej dwa. Po pierwsze, przerwana w latach 30. dyskusja musiałaby rozpocząć się od analizy stanowiska obywateli polskich pochodzenia żydowskiego podczas okupacji sowieckiej i współpracy z okupantem sowieckim; po drugie, znacząca część obywateli pochodzenia żydowskiego zajmowała wysokie stanowiska we władzach, sądownictwie, prokuraturze, wojsku i aparacie represji, jakim było UB. Ponadto, sprawy były zbyt świeże, żyli przecież w Polsce rdzenni obywatele, którzy doświadczyli i byli naocznymi świadkami represji niemieckich i sowieckich, zatem jakakolwiek próba manipulowania wokół martyrologii i zamiar jej wyłącznego ograniczenia do jednego Narodu były skazane na niepowodzenie. Tym bardziej, że Wielka Czwórka zadecydowała o procesie Norymberskim.

Tragedia europejskich Żydów była przez wiele lat w Europie rozpatrywana w całokształcie zbrodni dokonanych przez Niemców w czasie II wojny światowej. Jako osobną kategorię zaczęto wyodrębniać tragedię Żydów pod koniec lat 60.XX wieku, a jako stały temat mediów istnieje od końca lat 70. Większość krajów Europy po pociągnięciu do odpowiedzialności karnej tych, którzy dopuścili się zbrodni przeciwko ludzkości i zbrodni wojennych, uznała problem wojenny za załatwiony. Dla lewicowych kręgów Europy Zachodniej i USA temat holocaustu pojawił się w samą porę. Po krachu rewolucji 1968, krachu "Marca 1968" w Polsce, po porażce Praskiej Wiosny, odkryciu prawdziwej twarzy przez terrorystów lewacko - trockistowskich i wyczerpaniu się mody na III Świat - intelektualiści zaangażowani w promocję realnego socjalizmu mogli liczyć na poprawienie swej nadwątlonej reputacji poprzez pryncypialne i dla siebie bezpieczne krytykowanie i ujawnianie nieistniejącego już nazizmu i antysemityzmu. Holocaust zyskał siłę swego masowego oddziaływania, gdy stał się elementem amerykańskiej pop - kultury, zamerykanizował się i stał się Hollywood-caustem. Od tego czasu w najbardziej wpływowych kręgach Ameryki, każdy, komu przypięto łatkę antysemity stawał się politycznym i towarzyskim trupem.

W Polsce i innych krajach będących w wyniku postanowień Jałty w orbicie ZSRR okres kolektywnych prześladowań nie skończył się wraz z zakończeniem II wojny światowej. Wydawać by się mogło, że po " okrągłym stole" i przemianach 1989 roku inne prześladowane i przez lata poniżane grupy społeczeństwa będą mogły dać opinii publicznej świadectwo swoich krzywd. Okazało się, że nie spotyka ono żadnego zainteresowania ze strony opiniotwórczej i związanej z mediami inteligencji. Nikogo, poza środowiskami patriotycznymi nie zainteresował los " kułaków", wysiedlonych z Kresów, skazanych na śmierć, wieloletnie więzienia czy obozy pracy członków antyniemieckich i antykomunistycznych organizacji takich jak AK, BCh, NSZ. Nikogo Z tego grona nie zainteresował los deportowanych z terytorium Polski w 1945 w głąb ZSRR rodaków. Zamiast tego zaczęto nagłaśniać i wyolbrzymiać martyrologię Żydów, Ukraińców i Niemców. W dodatku lansuje się pogląd, że ciemiężycielami tych nacji byli Polacy. Inteligencja " polska" bierze w tym procederze czynny udział. Na pierwszym jednak miejscu znalazła się bez wątpienia kwestia żydowska. Umieszczenie kwestii żydowskiej jako priorytetu w budowie świadomości społecznej przynosi tej części inteligencji, która to inspiruje, następujące korzyści. Jeśli przeciw komuś zostanie sformułowany zarzut o rolę, jaką spełniał podczas okupacji sowieckiej w latach 1939 - 1941 lub rolę, jaką spełniał w aparacie władzy w latach 1944 - 1956, a krytykowany posiada żydowskie pochodzenia - wykorzystuje tarczę tego pochodzenia dla zapewnienia sobie nietykalności, szermując przy tym hasłami o antysemityzmie Polaków. I takie stanowisko zatruło życie publiczne, gdyż od tego momentu, każda krytyka, obojętnie, słuszna czy też nie, dotycząca Żyda czy nie-Żyda ( koniecznie z własnej wzajemnie adorującej się ferajny), zostaje zmieniona w antysemityzm, a krytykującemu przypina się łatkę antysemity, nacjonalisty, faszysty, oszołoma czy skrajnego prawicowca. Kolejną, pośrednią korzyścią jest to, że przypięcie łatki antysemity daje nieograniczoną możliwość dyskredytowania w oczach nie znającej polskiej historii i polskiego życia politycznego, zachodnioeuropejskiej i amerykańskiej inteligencji, głównie lewicowej i liberalnej. ( Przykładem takiej nagonki jest tutaj histeria rozpętana przez "Gazetę Wyborczą" dotycząca wypowiedzi Prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej, Edwarda Moskala. Ubocznym efektem takiej nagonki była gotowość niejakiego Tabako do założenia już " poprawnej politycznie" organizacji polonijnej.)

Bycie antysemitą jest nadzwyczaj naganne, a jednocześnie człowiek z przypiętą łatką antysemity nie ma możliwości udowodnienia, jak absurdalne jest takie oskarżenie. Jednocześnie ludzie Zachodu, nie znający niuansów historii Polski i roli w niej obywateli żydowskiego pochodzenia, ani tej pozytywnej( np. płk. Berek Joselewicz, gen. Bernard Mond, prof. Szymon Aszkenazy i wielu innych), ani tej negatywnej( np. Artur Goldman, Jakub Berman, Hilary Minc, Anatol Fejgin, Stefan Michnik, Helena Wolińska i setki innych), przekazuje taką opinię swoim rodakom. Jest tu także pewne wyrachowanie, czemu dał wyraz " Die Welt" zabierając głos w sprawie Jedwabnego, gdy stwierdził, że " pada mit bohaterskich Polaków". Na tak przygotowanym gruncie, można najpierw nieśmiało, a potem coraz bardziej bezczelnie kreować wizerunek Polski i Polaków jako Kraju i Narodu antysemickiego i kolaboranckiego. Nie ma znaczenia, że przeczą temu fakty historyczne, ale jest za to gotowa do zrealizowania tego i zachowania swego uprzywilejowanego statusu inteligencja i robi to. Przykładem klinicznym może być tutaj artykuł Michała Cichego o Powstaniu Warszawskim i słynna scena z kręcącą się karuzelą, umieszczoną najpierw w wierszu, a później utrwalona w filmie. Za chwilę te " historie" stają się już nie faktami prasowymi, czy poetycką metaforą, ale, bo taka jest potrzeba, faktami historycznymi, wykorzystywanymi z " całą powagą" przez różnej maści Grossów czy Michników. Że to nie ma nic wspólnego z faktami - tym gorzej dla faktów. Dochodzi do takich paradoksów, że literat czy historyk stwierdzający, ze jest polskim literatem czy historykiem, spotyka się z ostracyzmem opiniotwórczej inteligencji, która demonstracyjnie pomija jego twórczość, nie dokonuje jej analizy i powoduje, że taki twórca nie istnieje w świadomości odbiorcy. Żenujący przykład takiej postawy dał redaktor Jacek Żakowski z Gazety Wyborczej, który biorąc udział w dyskusji nad filmem o Zbigniewie Herbercie, posunął się do stwierdzeń o chorobie umysłowej poety. A winą, zdaniem chyba tylko Jacka Żakowskiego, była krytyczna opinia poety dotycząca Adama Michnika. Nie podjęto dyskusji nad słusznością, bądź nie tej opinii, ale podjęto próbę prostackiego zdyskredytowania znakomitego poety. Tym bardziej jest to niesmaczne, ze Zbigniew Herbert nie mógł się już sam bronić. O tym jak daleko może się posunąć służalczość inteligencji opiniotwórczej może służyć stwierdzenie jednego z nich, że " twórczość Mickiewicza przeszkadza być europejczykiem". Jednocześnie inny " twórca" z ferajny dokonuje prawdziwych łamańców, aby w twórczości Mickiewicza oraz w parafii w Nowogródku znaleźć dowody na żydowskie pochodzenie jego matki. Pechowo się jednak dla owego " badacza" złożyło, bowiem białoruski historyk literatury odkrył dokumenty ucinające raz na zawsze podobne spekulacje. Co jakiś czas podobne spekulacje pojawiają się z pochodzeniem matki Jana Pawła II. Promuje się pseudonaukowe " dowody" mające udowodnić homoseksualizm Słowackiego. Ideą przewodnią "liberałów", czy to z UW czy PO, jest walka ze sztucznie wykreowanym i stale utrzymywanym na porządku dziennym zagrożeniem antysemickim I nacjonalistycznym. Nie potrzeba ani nie wolno mówić, a tym bardziej domagać się osądzenia winnych zbrodni na Narodzie Polskim. Zamiast tego zamyka się zdarzenia faktyczne w zamkniętej cezurze czasowej, wypreparowuje się je i poddaje się ocenie, nie zważając, że życie toczyło się przedtem i toczy się później i także ma swoją, jakże często tragiczną historię, w której jednak i ofiary są innej narodowości i kaci także. Np. sprawa Jedwabnego. Nie było czasu od 17.09. 1939 r. do 22.06.1941 r., wedle "opiniotwórczej inteligencji" nic się nie działo, tak samo jak po roku 1944. Działo się tylko jednego dnia - 10.07.1941 r. Można, bez obawy popełnienia większego błędu, postawić hipotezę, że ataki na cały Naród Polski za rzekomą kolaborację z okupantem, oskarżenia o współudział w eksterminacji ludności żydowskiej, negowanie ofiar polskich w holocauście dobrze wpisuje się w obawy przed buntem biednych. Fałszywymi oskarżeniami usiłuje się zepchnąć cały Naród do defensywy, a poprzez masowe i coraz to nowe ekspiacje doprowadzić do zmarginalizowania polskich interesów narodowych i odebranie Narodowi możliwości jakiejkolwiek obrony polskiej racji stanu, w myśl lansowanego i podchwytywanego przez lewicowe media hasła: winni nie mają racji. O spustoszeniach w świadomości młodych ludzi, jakie taka postawa inteligencji opiniotwórczej niesie, świadczą dyskusje internetowe, gdzie prawda przegrywa z tak zwaną " poprawnością polityczną". Poza tym, żenujący jest poziom wiedzy o dziejach Polski i brak poczucia przynależności do Narodu.

Czego zatem od inteligencji należałoby oczekiwać? Wzorów postaw mamy w naszej Ojczyźnie dużo i to zarówno tych reprezentujących myśl katolicko - konserwatywną, jak i myśl socjalistyczną. Wspólną cechą dla przedstawicieli obu nurtów była reprezentowana przez nich propolskość oraz odróżnianie dobra od zła, prawdy od fałszu. Dziś potrzeba nam dalekowzrocznej i charyzmatycznej klasy polityków myślących kategoriami Państwa i jego obywateli. Potrzeba klasy ludzi nie tylko zawodowo przygotowanych do pełnienia eksponowanych stanowisk politycznych, ale również ludzi, którzy wnikliwie będą obserwować i analizować scenę polityczną oraz uczciwie pośredniczyć w relacji władzy ze społeczeństwem i na odwrót. Nowoczesna demokracja i społeczeństwo potrzebuje uczciwej wiedzy dotyczącej skutecznych i zorganizowanych działań. Uczciwe relacje są w stanie zintegrować społeczeństwo wokół wspólnych i korzystnych dla Obywateli zamierzeń. Wbrew panującej wśród kosmopolitycznej inteligencji opiniotwórczej opinii, społeczeństwo nie jest głupie i prawidłowo wychwytuje fałszywe relacje podawane w mediach. Społeczeństwo jest jednak bezradne wobec totalnego chamstwa, hucpy, fałszu i kłamstw sączonych bez żadnych przeszkód w mediach o każdej porze i w każdym miejscu. Afirmacja polskości przez inteligencję katolicko-konserwatywną, jako decydująca wartość i potwierdzenie żywotności siły kształtującej zbiorową wyobraźnię, służy zachowaniu propolskiej postawy przez społeczeństwo. A to z kolei nadaje sens indywidualnym wysiłkom, zarówno w wymiarze osobistym jak i całej społeczności. Walka obecnej inteligencji opiniotwórczej z ideą polskości i ideą suwerennego niepodległego Państwa, jakkolwiek dobrze opłacana, jest po prostu zdradą i wynarodowieniem. Wbrew temu, co sądzą kosmopolityczni inteligenci, że polskość stanowi rzeczywistość historycznie zmienną, twierdzę z całą stanowczością, że warunkiem suwerenności Polski jest polskość osadzona niezmiennie w historycznej spuściźnie, tradycji i kulturze. Zmianie ulegają co rusz narzucane z zewnątrz kanony tzw. politycznej poprawności, które to tak ochoczo, wraz z " nowym spojrzeniem na historię Polski" usiłują wtłoczyć w świadomość społeczeństwa dobrze opłacane lewicowe i poprawne politycznie media z całym tabunem dyspozycyjnej tzw. inteligencji opiniotwórczej. Oczekujemy na pojawienie się na scenie politycznej takiej inteligencji, której wyróżnikiem będzie służba społeczna w każdej dziedzinie, czy to w polityce, przemyśle, czy kulturze i oświacie. Takiej inteligencji, która przedłoży służbę i obowiązek wobec Państwa i Obywateli nad płynące dyrektywy, najpierw z Moskwy, a teraz z Brukseli.

[Aktualności] [Współczesność] [Dzieje] [Kultura] [Wiara] [Hobby]
(c) 2000-2009 Patriota.pl. Wszelkie przedruki za zgodą redakcji.

Profesjonalne statystyki odwiedzin