Patriota.pl

Piątek, 24 listopad AD 2017, dziś imieniny Emmy, Flory, Romana

Patriota.pl » Współczesność » Wydmuchiwanie kasy »
Szukaj:   

Wydmuchiwanie kasy

Krakowska Vistula zadebiutowała na giełdzie w 1993 toku i doskonale pamiętamy zainteresowanie jej akcjami, a także nadzieje na przyszłość. Opublikowane raporty giełdowe za I kwartał 2001 roku wykazywały, że generalnie firmy w przemyśle lekkim notowały regres, poza Vistulą, która jako jedyna wykazała zysk. Ale już wówczas Vistula wykazywała dobre wyniki jednostkowe, bowiem jako grupa kapitałowa notowała straty. W przytaczanym tu I kwartale, przy przychodach w wysokości 29,9 mln. zł aż 5,3 mln. zł stanowiły transakcje z firmami powiązanymi. W ciągu ostatnich 3 lat, wdrażane w Vistuli.

Programy naprawcze nie dość, że nie poprawiły kondycji firmy, to doprowadziły do gigantycznego zadłużenia / wg stanu z września 2002/ w wysokości 81 mln. zł, przy kapitale własnym wynoszącym 52 mln.zł. Warto zaznaczyć, że w 2001 roku kapitał własny wynosił 106 mln zł. Musimy dodać do tego zobowiązania terminowe, płatne do końca 2002 r. w wysokości 62 mln.zł. Czy w takim razie dziwi kolejny pomysł ,,restrukturyzacyjny'' w postaci zastawienia siedziby firmy! Byli, a także wielu obecnych pracowników firmy z łezka w oku wspomina rok 1998 i ówczesnego Prezesa pana Edwarda Robaka, który miał pewnie, jak na obecne standardy, nieco staroświecki sposób myślenia, bowiem twierdził, że ,,dobra spółka, to spółka bez długów'' i w 1998 roku zarząd Vistuli przeznaczył 10 mln. zł na wykup własnych akcji.

Jak do tego doszło? W 1999 roku wśród akcjonariuszy pojawili się: poznański producent mebli VOX Industrie oraz związana z nim holenderska spółka Prista BV. Prym Wśród akcjonariuszy wiodła warszawska BTW Investmen, która z PZU i w/w. dwoma nowymi akcjonariuszami obsadzili swoimi ludźmi radę nadzorczą i zarząd spółki. W niedługim czasie ponad 20% akcji nabyły spółki zależne od Vistuli i w ten sposób Zarząd i związani z nim akcjonariusze kontrolował już prawie połowę spółki. W 2001 r. Pristo BV kontrolowało 23,37% akcji a PZU-12%. Wkrótce Pristo BV utworzyło HIP Holding, któremu przekazała akcje Vistuli. Utworzenie holdingu podyktowane było koniecznością obejścia przepisów, bo HIP Holding został natychmiast sprzedany, oczywiście razem z kontrolnym pakietem akcji. Pristo BV uniknęło w ten sposób obowiązku ogłoszenia wezwania do wykupu, które obowiązuje przy publicznym obrocie akcjami. Teraz akcja nabiera tempa. Vistula podpisuje z holenderską spółką Ornata BV umowę i kupuje od niej prawo do marki odzieży Artisti Italiani, tworząc jednocześnie spółkę Artisti Italiani Polska. Urządza też 11 sklepów firmowych za kwotę 10 mln zł. W tej kwocie mieści się ,,honorarium'' za ,,koncepcje urządzenia sklepów ze znakiem AI''. Ciekawe, że cała koncepcja ograniczyła się do przesyłki z Grecji ze zdjęciami sklepów Artisti Italiani. Zapłacić 1 mln. zł za kilkanaście fotografii to królewskie ,,honorarium''. Wysokość opłaty licencyjnej ustalono w umowie na 5% przychodów ze sprzedaży odzieży ze znakiem AI, ale dziwnie władze Vistuli wyraziły zgodę na zapis, że minimalna sprzedaż nie może być niższa, niż 10 mln.euro (ok.40 mln.zł) rocznie i od tej sumy, a nie od faktycznej sprzedaży będzie naliczana opłata licencyjna. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że całkowity przychód ze sprzedaży w roku 2001 wyniósł ok. 150 mln.zł, to kwota licencji już z tego porównania była nierealna, zważywszy, że marka AI jest w Polsce nieznana. Zweryfikowało to zresztą życie, bowiem wartość sprzedaży za 6 miesięcy wyniosła w 11 sklepach. Umowa została podpisana na 3 lata i opłata licencyjna za nieznaną w Polsce markę miała wynieść 1,5 mln.euro (6 mln.zł). Jakby tego było mało Ornata w umowie zagwarantowała sobie, że będzie dostarczać Vistuli odzież i wskazała jako poddostawcę inną holenderską firmę Marhill Holding BV. Pierwsza dostawa opiewała na kwotę 2,2 mln euro i Artisti Italiano Polska miała otrzymać 70 000 sztuk odzieży na sezon wiosna-lato 2001. Pierwsze dostawy winny być w sklepach od lutego, trafiły w czerwcu. Ciekawe, że (porównując traktowanie polskich dostawców przez zagranicznych kontrahentów) dostawę zrealizowano w czerwcu, ale już w kwietniu Artisti Italiani Polska wypłaciła holenderskiej firmie 1,065 mln. euro zaliczki, w czerwcu na konto Marhill Holding BV trafiło jeszcze 100 tys. euro, a na resztę Vistula wystawiła weksle. Jednak zmieniono umowę i postanowiono, że kwota 987 tys. euro (z kwoty 1.065 mln.euro) zostanie zamieniona na weksle o tej samej wartości. Vistula weksle wystawiła, jednak Holendrzy ani gotówki, ani weksli nie zwrócili.

Tymczasem równolegle inna spółka zależna od Vistuli, Vistula Market podpisuje umowę z firmą Intraco Monte Carlo na kwotę 3,7 mln. euro. Ale tu już połowę kwoty zapłacono 6 dni przed podpisaniem kontraktu. I w tym kontrakcie zmieniono (po wcześniejszej wpłacie gotówki) warunki płatności. I to kilkakrotnie.W efekcie obniżono wartość kontraktu a dostawca zobowiązał się zwrócić weksle na kwotę 1.775 mln. euro. Niestety, choć minął termin zwrotu, Vistula od Intraco Monte Carlo weksli nie otrzymała.

Nie bez znaczenia jest fakt, że wszystkie weksle wystawione przez Vistulę były potwierdzone przez banki, zatem łatwo jest je wprowadzić do obiegu przed terminem wykupu.

Jakby kłopotów było mało to okazało się, że dostarczona odzież, chociaż w sklepach Vistuli sprzedawana w I klasie, to były posezonowe modele, wycofane ze sklepów na zachodzie. Poza tym nie określono w kontrakcie szczegółowych asortymentów, tylko ogólnie zapisano, że za kwotę 2,2 mln. euro zostanie do sklepów Vistuli dostarczone 70 000 szt. Odzieży. W ten sposób dostarczono kilka tysięcy nylonowych pasków do ubrań w cenie 100 zł/szt., których nie można sprzedać po 20 zł.

Kontrakty Vistuli i jej spółek wskazują, że współpraca z Ornatą, Marhill Hill, Intraco Monte Carlo i EXIT S.A. jest ze strony tych ostatnich, przy aprobacie Vistuli, nastawiona na ,,wydmuchiwanie'' z tej ostatniej każdej wolnej złotówki. Jak twierdzi jeden z członków rady nadzorczej, umowy nie zostały zawarte z godnie z prawem i standardami handlowymi w biznesie.

Zarządy zmieniały się często, a każdy nowy prezes ,,restrukturyzował'' firmę. W czerwcu 2002 roku zatrudniono austriackiego managera Romana Wenzla. Niestety, raporty giełdowe nadal informowały, że Vistula ponosiła straty liczone w milionach euro, i z dobrej, przynoszącej zyski firmy stała się ,,wydmuszką'' (od wydmuchiwania z niej pieniędzy i majątku). Vistula, wg.raportów giełdowych po III kwartale ub.r. odnotowała stratę netto w wysokości 34,5 mln.zł. Jej przychody, porównywane do analogicznego okresu 2001 r. ze 107,2 mln.zł spadły do kwoty 93,8 mln.zł. Wzrosły natomiast koszty Zarządu z 14,7 mln.zł do 16,4 mln.zł. Na fakt wysokich kosztów zarządu wskazywał audyt za 2001 r. w którym uwypuklono, iż koszty zarządu wynoszą aż 80% zysku brutto ze sprzedaży. Po trzech kwartałach ub.r. poziom kosztów zarządu wzrósł do 112%. Zarząd wykazał wprawdzie zysk w III kwartale ub.r. lecz pochodził on ze sprzedaży zakładu w Łańcucie.

Od kilku miesięcy pomiędzy krajowymi inwestorami: PZU, BRE Bank, PZU-Życie i NFI a dwoma firmami holenderskimi - HIP Holding, BOSTA- trwał konflikt. W grudniu 2002 r. prezes firmy Roman Wenzl złożył rezygnację, którą umotywował m.in. tym, że rada nadzorcza ograniczyła jego kompetencje. W ten sposób zarząd został zdekompletowany (statut wymaga, aby zarząd pracował, w co najmniej 3 osobowym składzie). Z rady nadzorczej odeszło dwóch członków (argument dla b. członków zarządu, że rada była niekompletna). Od tego momentu wypadki toczą się błyskawicznie. 3 osobowa rada nadzorcza odwołuje dwóch pozostałych członków zarządu i powołuje nowy zarząd z prezesem...Romanem Wenzlem na czele.

Odwołani wiceprezesi Vistuli poinformowali o zwołaniu nadzwyczajnego walnego zgromadzenia akcjonariuszy na dzień 24 stycznia 2003 r. W odpowiedzi na to, zarząd pod kierownictwem Romana Wenzla wydał komunikat odwołujący walne zgromadzenie. Ale, pod koniec grudnia zaszły wydarzenia, które w istotny sposób zmieniły układ sił.Na giełdzie pojawiły się akcje, zgłoszone do sprzedaży przez spółki zależne od Vistuli (kontrakty z holendrami zaowocowały małą rentownością i była to próba ratowania się). Akcje te zakupiły BRE Bank i firma STOPMAR . Ten zakup zmienił układ sił i krajowi inwestorzy odwołali 24.01.2003 wszystkich dotychczasowych członków rady nadzorczej, nie uznając jednocześnie wprowadzenia do niej nowych osób. Należy także oczekiwać zmian w zarządzie. Holenderscy inwestorzy zapowiedzieli zaskarżenie uchwał nadzwyczajnego walnego zgromadzenia do sądu.

Możliwe, że te zmiany będą korzystne dla Vistuli i firma zacznie przynosić zyski. Ale wydaje się, że konieczna będzie interwencja prokuratury (działanie na szkodę podmiotu gospodarczego) i wnikliwa analiza kontraktów oraz przepływu pieniędzy. Wydaje się to tym bardziej nieodzowne, jeśli zważymy na tajemniczą rolę, jaka odgrywał w tej sprawie grecki biznesmen, właściciel firmy Georges Tsagamilis ET CIE M- właściwa nazwa firmy występującej pod nazwą handlową, Intraco Monte Carlo. Z tą grecką firma powiązana jest inna grecka firma EXIT S.A. a z tą z kolei powiązania ma Marhill Holding. Można przypuszczać, że ,,szarą eminencją'' jest grecki biznesmen, który zresztą w Vistuli występował jako ,,doradca prezesa rady nadzorczej'' z uprawnieniami przynależnymi jedynemu właścicielowi. Ten człowiek miał nieograniczony wpływ na skład osobowy zarządu i rady nadzorczej a także potrafił w ciągu kilku minut pozbawić pracy wieloletnich pracowników firmy. To on ,,wcisnął'' Vistuli, przy okazji kontraktu z Firmą Ornata, materiały reklamowe na łączną kwotę 1.400 000 euro. Wszystko wskazuje na to, ze kontrolował obieg pieniądza w Vistuli. Wskazują na to dziwne zbiegi okoliczności, przy przesyłaniu materiałów reklammowych- otóż, gdy urząd skarbowy zwrócił Vistuli 2,4 mln zł podatku, natychmiast pojawiła się z Ornaty faktura za materiały na kwotę 400 tys. euro i podobnie, gdy sprzedano zakład w Łańcucie za 3,6 mln zł, to w Vistuli pojawia się faktura na 1 mln euro. Ciekawe jest to, że nadesłanych filmów nie obejrzał ani jeden potencjalny klient Vistuli. Nie emitowała ich ani TV ani też nie były emitowane w kinach. Współpraca z greckim biznesmenem, zdaniem niektórych pracowników Vistuli, kosztowała ok.40-45 mln.zł, nie licząc należności za dostarczony towar, zresztą, o czym mogłem się osobiście przekonać, złej jakości, wykonany niestarannie (nierówne szwy, niedoszycia) i z marnego surowca. Nie można pominąć w tym wszystkim kosztów utrzymania biura na Nowym Świecie w Warszawie (drogi punkt stolicy) wykorzystywanego głównie przez obrotnego Greka i jego małżonkę podczas pobytu w Warszawie, zamiast hotelu!

Historia ta zmusza do postawienia kilku pytań. Nie negując prawa właścicieli do dysponowania swoją własnością dziwnym wydaje się brak troski o ekonomiczne aspekty zarządzania firmą. Jeśli za tak duże pieniądze kupuje się prawo do używania znaku firmy (nota bene zupełnie nie znanej w Polsce), to dlaczego nie stosuje się tego znaku na wyrobach własnych firmy? Przecież nie można twierdzić, że Vistula nie posiadała wykwalifikowanej kadry. Pamiętamy, że jeszcze kilka kilkanaście lat temu Vistula była czołowym eksporterem i to na rynki zachodnie. Co zatem stało na przeszkodzie, aby pracowali przy tej produkcji polscy pracownicy? Wiem, że nie można rozpatrywać sprawy Vistuli w oderwaniu od problemów całego przemysłu lekkiego. Padną teraz argumenty, że surowiec jest obłożony cłem, koszty pracy wysokie itd. I teraz mamy pytanie, co zrobił minister Lewandowski z przemysłem lekkim. Jeszcze w 1987 roku Financial Times oceniał udział polskiego przemysłu lekkiego na 12% rynku światowego. Co stało się z ,,Bielską Wełną'', czołowym światowym producentem tkanin z ,,Czystej żywej wełny''? Ano zostały, mimo wcześniej przeprowadzonej modernizacji sprzedane, ale koszty tej modernizacji nie zostały przejęte przez nowych właścicieli, te koszty jeszcze dziś pokrywa społeczeństwo ze swoich podatków.

Czy tzw. ,,restrukturyzacja'' na przykładzie Vistuli rzeczywiście pokazuje wyższość zarządzania ,,europejskiego'' nad rzeczywista troską o majątek wspólny. Już kanclerz Bismarck powiedział do działaczy HAKATY, ,,Pozbawcie Polaków ich własności i możliwości wykonywania pracy. Naród bez własności traci oparcie, traci powiązanie ze swoimi dziejami i nie ma prawa do istnienia''.

Przykład Vistuli pokazuje, że wystarczyły zaledwie 3 lata, by dobry zakład zamienić w ruinę. Jak długo jeszcze?

[Tekst był publikowany w Nowej Myśli Polskiej]

[Aktualności] [Współczesność] [Dzieje] [Kultura] [Wiara] [Hobby]
(c) 2000-2009 Patriota.pl. Wszelkie przedruki za zgodą redakcji.

Profesjonalne statystyki odwiedzin