Patriota.pl

Piątek, 24 listopad AD 2017, dziś imieniny Emmy, Flory, Romana

Patriota.pl » Współczesność » Plan pokojowy dla suwerennych Bałkanów »
Szukaj:   

Plan pokojowy dla suwerennych Bałkanów

W numerze 13-14/2001 jugosłowiańskiego kwartalnika "Smisao" ukazał się szkic, który zamieścił szef MSZ w administracji byłego prezydenta FR Jugosławii, Żivadin Jovanović z którym warto się zapoznać.

Pismo "Smisao" jest związane z Serbską Partia Socjalistyczną i prezentuje szeroki wachlarz refleksji politycznych, społecznych i kulturalnych, a na jego łamach zamieszczają swoje artykuły także autorzy z całego świata. Myślą przewodnią większości zawartych tam materiałów jest zdecydowana i stojąca na wysokim poziomie merytorycznym krytyka współczesnych procesów globalizacji i narzucania światu utopijnych wizji "Nowego Światowego Porządku". Jovanović zatytułował swój projekt : "Bałkany - bez obcych wojsk i broni nuklearnej". Na wstępie stwierdza on, że od wielu lat Bałkany są rejonem długotrwałej destabilizacji i niepokoju. Proces ten rozpoczął się ponad 10 lat temu z chwilą rozpadu SFR Jugosławii i systematycznie pogłębiał się wraz z wybuchem kolejnych wojen w tym rejonie Europy. Każda wojna stwarzała coraz to nowe problemy i geopolityczne komplikacje. Ukoronowaniem, choć nie zakończeniem tego procesu było zbrojne wsparcie przez NATO i jego sojuszników separatystycznej, albańskiej UCK w jej zbrojnej irredencie przeciwko administracji FR Jugosławii pod koniec lat 90. Agresja na suwerenny i nie zagrażający żadnemu innemu państwu kraj wiosną 1999 r. zapoczątkowała kolejną bałkańską tragedię. Po zainstalowaniu w Kosowie albańskich władz nastąpił bowiem masowy, czwarty już z rzędu (po Chorwacji, Bośni - Hercegowinie i kolejnej ofensywie chorwackiej w Krajinie) w przeciągu 10 lat masowy exodus ludności serbskiej, ale także innych narodowości do tej pory ta wieloetniczną prowincję. W czasie terrorystycznych akcji UCK przed i po wkroczeniu sił NATO do Kosowa zginęło lub przepadło bez wieści ok. 1300 Serbów, Romów czy Turków. Międzynarodowe siły pokojowe jak dotąd nie postawiły nikogo przed sądem za te ewidentne akty barbarzyństwa. Agresja na Jugosławię nie była więc końcem nieszczęść wielu narodów Bałkanów. Rozbrojenie UCK odbyło się jednak tylko "na papierze", bowiem została ona arbitralnie przez zachodnich decydentów przemianowana na tzw. korpus ochrony. Za ponad 1600 aktów terroru wobec ludności Kosowa i administracji Jugosławii nikt z członków UCK do dzisiaj także nie odpowiedział. Co więcej, nowe i popieranie przez Zachód władze w Belgradzie ogłosiły w lutym ub. r. amnestię dla złapanych niegdyś członków albańskiej organizacji. Szczególnie stało się to niezrozumiałe, gdy już miesiąc później na południu Serbii, w rejonie Preseva, Bujanovaca i Medveda, wobec faktycznego milczenia sił KFOR po drugiej stronie strefy buforowej uaktywniła się kolejna mutacja UCK, która dokonała aktów terroru, m. in. zabijając trzech serbskich policjantów . Po wydarzeniach w Macedonii sprawa stała się jeszcze bardziej jasna. I mimo, że Zachód tym razem nie poparł działań separatystów, sytuacja na południu Bałkanów nie jest w pełni stabilna i może nadal grozić kolejnymi wybuchami. Wydarzenia te zadały oczywisty kłam twierdzeniom zachodniej propagandy, mówiących o tym, że to "niedemokratyczne władze w Belgradzie" i osobiście prezydent Miloszević są źródłem wszelkich bałkańskich problemów. Nawet gdyby przyjąć argumentację USA i ich sojuszników, stwierdza Jovanović, to po zainstalowaniu w Belgradzie rządu posłusznego Zachodowi, problem nie ustał. Podobna sytuacja miała miejsce także w Albanii, gdy po śmierci marszałka Tito początku lat 80., stalinowski reżim Envera Hodży z Tirany umiejętnie podsycał albański separatyzm, posuwając się do finansowego i logistycznego poparcia grup terrorystycznych. Po upadku totalitarnego systemu rządów w Albanii, problem terroryzmu i przenikania zbrojnych grup z tego kraju na teren Kosowa i Metohii jeszcze bardziej się nasilił, uzyskując swoje apogeum w czasie kryzysu, spowodowanego upadkiem rządów prezydenta Salego Berishy. Żivadin Jovanović celnie argumentuje, że "demokratyczne" (oczywiście w rozumieniu USA i NATO) władze nie są żadnym gwarantem zwalczania terroryzmu. Terroryści pokazują, że demokracja jest tym, co akurat ich najmniej interesuje. Tak więc tak naprawdę, według Jovanovicia, żadne dotychczasowe działania Zachodu na Bałkanach nie przyniosły prawdziwego ustabilizowania sytuacji. Tyczy się to tak samo postanowień układu pokojowego z Dayton w 1995 r., którego jednym z warunków było zapewnienie swobodnego powrotu wszystkich uchodźców do swoich domów. Niestety, praktycznie w ogóle ów postulat nie został spełniony - ćwierć miliona Serbów wygnanych z Krajiny oraz tysiące kolejnych z Chorwacji i Bośni - Hercegowiny do tej pory nie powróciło, a świat nabrał wody w usta, milcząc o ich losie. Jovanović wskazuje też, że wielkie trudności przynosi realizacja postanowień konferencji na temat docelowej unitarności obydwu części składowych Bośni - Republiki Serbskiej i Federacji Bośni i Hercegowiny. Ustawowe organa administracji tego tworu są systematycznie osłabiane przez działania Wysokiego Przedstawiciela Sił Międzynarodowych. Kolejnym niepokojącym elementem nieustannego destabilizowania sytuacji w kotle bałkańskim jest podsycanie od wielu już lat tendencji separatystycznych przez władze Czarnogóry z prezydentem Milo Djukanovciem na czele, które obecnie są alarmująco bliskie do zrealizowania. Po tym pobieżnym nakreśleniu panującej na Bałkanach sytuacji, były szef jugosłowiańskiego MSZ proponuje podjęcie konkretnych środków zaradczych, których podstawowym elementem byłby stabilizacyjny plan pokojowy, zakładający wycofanie z terenów Bałkanów obcych sił militarnych i ogłoszenie ich długotrwałą strefą bez broni nuklearnej. Jest jednak świadomy, że w obecnym układzie geopolitycznym jest to zadanie wyjątkowo trudne. Po pierwsze, ustalenie takich reguł gry musi wiązać się z rzetelnym poinformowaniem światowej opinii publicznej o skutkach agresji NATO na FRJ. Niestety, tak jak światowe media w 1999 r. jak najdalej od elementarnej rzetelności prezentowały wojnę z Jugosławią, tak samo i po jej zakończeniu aż po dzień dzisiejszy milczą na temat afery związanej z bombardowaniem zakładów chemicznych i skutków tego w postaci wielkiej klęski ekologicznej na obydwu brzegach środkowego Dunaju czy zupełnie już niewyobrażalnych prób tuszowania używania przez siły NATO pocisków ze zubożonym uranem. W swoim artykule Jovanović nazwał uran lapidarnie "świadkiem barbarzyństwa". Żivadin Jovanović wzywa więc wszystkie zaprzyjaźnione na świecie organizacje polityczne, komisje parlamentarne, organizacje społeczne i stowarzyszenia, a także wszystkich ludzi dobrej woli o naciski na własne rządy i środki masowego przekazu w celu ujawniania faktycznego obrazu i skutków agresji NATO sprzed 3 lat. Powołuje się tutaj na zorganizowaną rok temu w Belgradzie międzynarodową konferencję niezależnych ekspertów i przedstawicieli organizacji pozarządowych, której celem było zastanowienie się nad skutkami wojny NATO i drogami wyjścia z tragicznego położenia Bałkanów, których polityka międzynarodowa jest zdominowana przez obce i mające własne interesy geostrategiczne czynniki. Jovanović wzywa do organizowania podobnych "okrągłych stołów", a także bardzo potrzebnych inicjatyw humanitarnych, które nie trafiałyby tylko do faworyzowanych przez USA i NATO grup etnicznych. To od międzynarodowej solidarności z Jugosławią i Serbami rozpocząć się może prawdziwy proces pokojowy, stwierdza Jovanović. Światowa opinia publiczna uzmysłowić sobie musi, że agresja NATO na Jugosławię była swoistym eksperymentem nowej polityki sił globalizacji i neokolonializmu, polegającej głównie na sile i hegemonii wobec słabszych i pragnących zachować własna tożsamość i różnorodność, tak niezbędną właściwemu rozwojowi świata. Agresja NATO była eksperymentem i w przenośni i rzeczywiście, gdy spojrzymy na fakt użycia zubożonego uranu. Wojna ta była także, jak stwierdza Jovanović "prywatną wojną przeciw Serbom" administracji Clintona, a oprócz byłego prezydenta USA jej symbolami są Madeleine Albright i Richard Hoolbrooke. Jugosłowiański polityk z satysfakcją stwierdza, że polityka neokolonializmu i globalistycznej hegemonii silniejszych budzi coraz większy sprzeciw w różnorakich środowiskach opiniotwórczych świata. Uważają one bowiem, że konieczne jest poszanowanie naturalnych, narodowych i kulturowych różnic pomiędzy narodami, różnic wynikających ze społecznego i geopolitycznego potencjału oraz ich historii. Wszystkie środowiska głoszące podobne diagnozy są dla Jovanovicia cennymi sojusznikami i przyjaciółmi w dążeniu do sprawiedliwego i trwałego pokoju, dobrobytu i nieskrępowanego czynnikami zewnętrznymi rozwoju Bałkanów. Interesem narodów bałkańskich, po krwawych i tragicznych wydarzeniach XX w. jest żyć w pokoju i równouprawnieniu. Nie jest to możliwe, gdy stacjonują tam siły NATO, których obecność nie leży w interesie tamtejszych narodów. Narody te bowiem, jako naturalny pomost między Wschodem i Zachodem nie są zainteresowane izolacją i autarkią, ale wszechstronnym rozwojem, otwartym przepływem informacji, kapitału i towarów oraz bliską współpracą naukową i kulturalną. Zależy im na stworzeniu na Bałkanach strefy wolnego handlu i wzajemnego programu ochrony środowiska naturalnego. Istotne jest też stworzenie skutecznego forum wzajemnej konsultacji. Wszystkie te działania muszą być podejmowane oczywiście przez suwerenne i niezależne państwa, realizujące swoją politykę w zgodzie z własnymi , a nie cudzymi interesami. Jako punkt wyjścia takich stosunków proponuje Jovanović ustalenia bałkańskiej konferencji ministrów SZ z 1988 r. optującą za szeroka współpracą multilateralną państw regionu. Mimo, że wiele od tego czasu się zmieniło w geopolityce, idea pozostaje taka sama. Bez Jugosławii nie może być mowy o trwałym rozwoju Bałkanów.

Trudno chyba o bardziej trafną ocenę złożonej problematyki bałkańskiej niż zaprezentowaną przez Żivadina Jovanovicia. Słusznie widzi on bowiem główny problem Bałkanów w mieszaniu się w ich życie wielkich mocarstw, usiłujących za pomocą zasady "dziel i rządź" rozgrywać tam własne interesy. Tak było XIX w., tak jest teraz. Szkoda tylko, że główni zewnętrzni winowajcy kłopotów Bałkanów, obłudnie wmawiają światu, że ich działania służą dobru mieszkających tam ludzi. Wielu z nich widzi jednak, jakie to oszustwo.

[Aktualności] [Współczesność] [Dzieje] [Kultura] [Wiara] [Hobby]
(c) 2000-2009 Patriota.pl. Wszelkie przedruki za zgodą redakcji.

Profesjonalne statystyki odwiedzin