Patriota.pl

Sobota, 25 listopad AD 2017, dziś imieniny Elżbiety, Katarzyny, Klemensa

Patriota.pl » Kultura » Obejrzałem „Zmartwychwstanie” »
Szukaj:   

Obejrzałem „Zmartwychwstanie”

We wrześniu miałem już zarezerwowane bilety na „Zmartwychwstanie”. Przedstawienie miało się odbyć w łódzkiej Filharmonii. Napisałem wówczas tekst „Dlaczego chcę obejrzeć Zmartwychwstanie” i szykowałem się do jego obejrzenia. Niestety, z nieznanych mi wówczas przyczyn przedstawienie zostało odwołane. Żałowałem bardzo. Chciałem skonfrontować własną ocenę sztuki z krążącymi wokół niej sprzecznymi opiniami ocierającymi się nawet o skandal i nie wiedziałem kiedy nadarzy się kolejna okazja. Na szczęście nie czekałem zbyt długo.

12 listopada zadzwonił przyjaciel z informacją, że w poniedziałek 14 listopada, w Teatrze Muzycznym w Łodzi o godz. 18:30 będzie wystawiane „Zmartwychwstanie”. Tego nie wolno było przegapić. Przełożyłem umówione na poniedziałek spotkanie biznesowe i z niecierpliwością czekałem poniedziałku zadając sobie pytanie „Odwołają, nie odwołają”. Nie odwołali. 14 listopada z dwudziesto minutowym opóźnieniem ( dlaczego o tym później) rozpoczął się spektakl.

Nie jestem recenzentem teatralnym. Nie jestem krytykiem literackim. Jestem zwykłym Polakiem więc po obejrzeniu sztuki mogę powiedzieć tylko to co czuję jako Polak. Rewelacja. To nie była sztuka, to było misterium. To nie był spektakl, to było przeżycie. A kto tego nie przeżył to niech jak najszybciej stara się dowiedzieć gdzie będzie grane „Zmartwychwstanie” i idzie obejrzeć. Bez łykania łez z niego nie wyjdzie. Bo ta sztuka to najprawdziwsza polskość. Bo ta sztuka to jak „Dziady” Mickiewicza, „Kordian” Słowackiego i „Wesele” Wyspiańskiego - do którego zresztą autorka sztuki pani Lusia Ogińska świadomie nawiązuje - razem wzięte.

Jeżeli zaś komuś po wyjściu z teatru, nie będą cisnęły się łzy do oczu, nie będzie przeżywał, nie będzie chociażby wzruszony, to znaczy, że nie jest Polakiem.

Bo ktoś kto tylko powierzchownie liznął polskości, kto nie czuje jej korzeni, lub też ten komu bliższym jest „mędrca oko i szkiełko” ten tej sztuki nie zrozumie. Ten niczego nie przeżyje, oprócz własnego życia.

Dlatego, dziwią mnie różnego rodzaju krytyczne uwagi adresowane do twórców spektaklu, w szczególności do producenta i reżysera. Że po co krzyż, że nie takie zjawy i widma się pojawiają, że niepotrzebna krytyka „bankierów” i po co menora na stole a wreszcie dlaczego na zakończenie Chrystus schodzi z krzyża i co to znaczy, że w zielonej marynarce.

Otóż proszę Państwa, nie ma żadnej Chrystusowej zielonej marynarki (to tak jak się samemu sztuki nie oglądało a pisze się recenzje o niej), co najwyżej diabelski zielony frak a że Chrystus schodzi z krzyża to ma to budzić oburzenie, nas katolików? Zaprawdę dziwne obiekcje. To czyż On nie opuścił krzyża i nie zmartwychwstał, żeby nas ludzi zbawić. To czyż mamy oddać się diabłu jak niektórzy o tym marzą.

„Wy możecie Polskę mieć, ale wam się nie chce chcieć! Wykopaliście jej grób, na nic teraz łzy, skamlanie... Polska to szatański łup! pokazuje publiczności kołyszących się weselników. ...Macie... swoje zmartwychwstanie!!!”

Takimi słowami kończy swój dramat autorka „Zmartwychwstania” pani Lusia Ogińska ale czy takiego zmartwychwstania narodu polskiego chcemy? Jest to przecież pełne goryczy wyznanie, że nic już nie można zrobić, że padliśmy łupem szatana.

Producent Mirosław Chandrała - jednocześnie właściciel praw autorskich kupionych od pani Lusi Ogińskiej - i reżyser Bohdan Poręba wybrali inne zakończenie. Dodali zmartwychwstającego Chrystusa, schodzącego z krzyża, błogosławiącego oślepły tłum i dającego nadzieję na zmartwychwstanie narodu polskiego w imię Jego a nie w imię szatana. Na takim zakończeniu sztuka tylko zyskała a pani Lusia Ogińska nic nie straciła. Czyż zatem jest to tak wielkie przestępstwo, że trzeba opluwać na prawo i lewo producenta i reżysera za zbeszczeszczenie sztuki? Za dodanie nadziei a nie przybicie do krzyża? Jeśli jeszcze to opluwanie następuje z lewa, to rozumiem. Nie w smak ta sztuka wszelkiej maści lewakom, liberałom, globalistom, pedziofanom i innym intelektualistom myślącym inaczej. Ale żeby jeszcze opluwać z prawa. Tego nie rozumiem. Przecież wystawieniu sztuki towarzyszą tak kolosalne przeszkody ze strony tych politycznie poprawnych, że dolewanie jeszcze oliwy do ognia ze strony Polaków, którym dobro Polski naprawdę leży na sercu jest zupełnie niepotrzebne i niezrozumiałe. Jeśli bowiem nawet nastąpiły drobne odstępstwa od literalnej wersji pani Lusi Ogińskiej (krzyż zamiast grobu z wyłaniającymi się z niego zjawami, pominięcie postaci Jańskiego i wreszcie zakończenie ze schodzącym z krzyża Chrystusem) to pozostało to bez żadnej szkody dla sztuki i dla dobrego imienia autorki. Jakby tego było mało to zarówno przed rozpoczęciem przedstawienia, w słowie wstępnym jak i po jego zakończeniu, przedstawiając artystów widownia mogła się dowiedzieć, że sztuka to dzieło utalentowanej młodej poetki pani Lusi Ogińskiej. Nota bene, byłem w tym samym Teatrze Muzycznym kilka miesięcy wcześniej na operetce „Baron Cygański” i nikt przed przedstawieniem ani po nim nie słyszał, że twórcą muzyki jest chyba Strauss ( nie jestem znawcą wybaczcie) o twórcy libretta nie wspominając. A tutaj reżyser dwukrotnie wymienił nazwisko twórcy sztuki. To też źle? I nie kieruję tych słów do pani Lusi Ogińskiej, bo z jej strony nie słyszałem żadnych specjalnych zastrzeżeń a należy się tylko cieszyć, że mamy takich wspaniałych twórców jak ona. Jeśli bowiem autorowi chodziło o poruszenie sumień Polaków, to je poruszyła i to bardzo. Wśród opuszczających teatr nie było nikogo, kto by nie komentował sztuki. A komentarze które słyszałem były jednoznaczne. Dlaczego ta sztuka nie jest wystawiana regularnie? Dlaczego nie ma żadnej informacji o niej? Dlaczego, dlaczego, dlaczego?

Otóż dlatego, że w Łodzi, gdzie powstała Objazdowa Scena Narodowa (na stałą nie ma pieniędzy) prezydent miasta Jerzy Kropowinicki, który lekką ręką wydał 6 milionów złotych na sam projekt budowy pomnika upamiętniającego wywózki Żydów z getta łódzkiego (Radegast) nawet nie raczył przybyć na przedstawienie, mimo otrzymanego zaproszenia. Z łódzkich władz pojawili się tylko vice-prezydent miasta Mirosław Orzechowski i dyrektor dzielnicy Bałuty Jerzy Leszyński ( niech to łodzianom da coś do myślenia przed wyborami samorządowymi).

Otóż dlatego, że w rozmowie z dyrektorem pewnego łódzkiego teatru zamiast pytań o sztukę, producent został zaskoczony pytaniem: „A jaki jest Pański stosunek do Żydów?”.

Otóż dlatego, że są pieniądze na Festiwal Czterech Kultur (niemieckiej, żydowskiej, rosyjskiej i na końcu „polskiej”), corocznie odbywający się we wrześniu w Łodzi a nie ma pieniędzy na samą kulturę polską.

Otóż dlatego, że nie ma problemu z wystawieniem w Łodzi sztuki o rozterkach angielskich homoseksualistów a jest problem ze sztuką o losach Polaków.

Czy wiedzą Państwo, że dyrektor Teatru Muzycznego nie zgodził się na wcześniejsze udostępnienie sceny celem przeprowadzenia próby, zanim nie otrzymał do ręki pieniędzy (10 tysięcy złotych) za wynajęcie teatru. Tutaj o czteromiesięcznym odroczeniu płatności tak jak w większości „polskich” hipermarketów mowy nie było. Mało tego, za dodatkowe wypożyczenie menory (inaczej leżałaby za darmo w magazynie) dyrektor zażądał i otrzymał dodatkowo 120 złotych. Czy wiedzą Państwo, że pomimo dostarczenia plakatów, żaden nie został wywieszony? Czy wiedzą Państwo, że pomimo uzgodnionego terminu na stronie internetowej teatru nie było żadnej informacji o przedstawieniu? Ale i tak dyrektorowi teatru można „podziękować” bo w końcu to w jego teatrze sztuka została wystawiona w Łodzi. Nie można tego było zrobić w żadnym innym łódzkim teatrze., gdzie w jednym z nich dyrektorem artystycznym jest Jerzy Zelnik, nie wspominając o prezydencie miasta ( o czym była mowa wyżej) z korzeniami z „Solidarności”. Ciekawe z kim?

Kończąc. Nieważne, że były usterki techniczne, nieważne że czasami głos aktorów nie docierał do widzów, nieważne że niektórzy (zgadnijcie którzy) nazywają to grafomaństwem, nieważne że wszystkich poprawnych politycznie twórcy spektaklu mieli przeciwko sobie. Ważne, że obejrzałem „Zmartwychwstanie” i jestem nim zachwycony. Ważne, że sztuka wywarła ogromne wrażenie nie tylko na mnie ale na tej kilkusetosobowej grupie widzów, wśród których było bardzo wielu młodych ludzi i którzy poniosą wici w kraj.

Jest to szczególnie ważne dzisiaj, kiedy w Poznaniu znów szykują demonstracje na rzecz tolerancji dla homosiów, lesbijek i innych dewiantów a nikt nie demonstruje przeciwko brakowi tolerancji dla polskości dla „Zmartwychwstania”.

A ja i tak wierzę w zmartwychwstanie.

[Aktualności] [Współczesność] [Dzieje] [Kultura] [Wiara] [Hobby]
(c) 2000-2009 Patriota.pl. Wszelkie przedruki za zgodą redakcji.

Profesjonalne statystyki odwiedzin